Podsumowanie portfela - marzec 2016

Za nami już pierwsze dni kwietnia, czas zatem podsumować marzec, który dla polskiej giełdy był nadzwyczaj udany. Wszystkie największe warszawskie indeksy na dobre się zazieleniły, a przodownikiem jest WIG20 skupiający największe i najbardziej płynne spółki, który wzrósł o ponad 8%. Indeks szerokiego rynku WIG również mu nie odstępuje notując niemal 7% wzrost, podobnie jak sWIG80 i tylko mWIG40 zanotował niespełna 5% na plusie. Wszystko to sprawiło, że był to także bardzo udany miesiąc dla portfela blogowego.

W porównaniu do początku marca, wartość portfela wzrosła nominalnie o niemal dokładnie 900 PLN, z czego należy doliczyć 335 PLN składki i nieco ponad 50 PLN opłaconej prowizji za prowadzenie rachunku. Główny motor napędowy to oczywiście QUE2, który dzięki dwukrotnej dźwigni wzrósł o dobre 16%. Najważniejszym pytaniem na kwiecień pozostaje to co zrobi dalej, bo póki co psychologicznej bariery 2000 pkt nie udało się pokonać (a było bardzo blisko, mniej niż 1 pkt) i można oczekiwać, że indeks zechce nieco odetchnąć po marcowym wystrzale. Punktem wartym obserwacji są okolice 1900 pkt i jeśli spadniemy poniżej tego poziomu to na pewno zredukuję swoją pozycję.

Nieźle zachowują się też fundusze małych i średnich spółek, które również są na plusie, i to zarówno te na polskim jak i na europejskich parkietach (HSBC2). Zadyszki natomiast dostał JPM1, który zachowuje się podobnie jak DAX, czyli indeks największych niemieckich spółek, tutaj w marcu wyszliśmy praktycznie na zero. Podobnie jak na złocie, które również zaliczyło nawet niewielki spadek wartości, jednak dopóki uncja pozostaje powyżej 1189 USD, to nie zamierzam redukować pozycji w ML5.

W tej chwili portfel prezentuje się następująco:


Na rachunku w tej chwili doliczona została już kolejna miesięczna wpłata za kwiecień, która rozpoczyna jednocześnie mój 9. rok ze Skandią. Dokonałem indeksacji składki i od tego wynosi ona 351,78 PLN. Pewnie się dziwicie, po co wpłacam jeszcze więcej na to konto, skoro otwarcie pisałem kilka dni temu, że bardzo chętnie bym zrezygnował z całej polisy. Moja chęć rezygnacji wiąże się jednak bardziej z pierwszą częścią portfela, której nie mogę ruszyć, teraz to co wpłacam, mogę w każdej chwili wypłacić, więc jest to bardzo restrykcyjne i mobilizacyjne narzędzie oszczędnościowe. Wypłaty pewnie zresztą niedługo dokonam i wreszcie założę to maklerskie IKZE, o którym piszę od pół roku. Skoro nie dostanę 500+ na dziecko, to chociaż sobie odbiorę 875 PLN zwrotu w podatku dochodowym za przyszły rok (szerzej o tym pisałem tutaj).

Co nas może czekać w kwietniu? Nie podejmuje się prognoz, bo nie jestem w tym dobry, a sytuacja potrafi się zmienić bardzo dynamicznie. W tej chwili uspokoiły się nieco nastroje w Chinach, Amerykanie raczej odpuszczają sobie podnoszenie stóp procentowych, a ECB będzie jeszcze bardziej luzował, co oznacza, że na giełdach znowu będzie podaż taniego pieniądza i coś z tego tortu trafi pewnie na nasz rynek. W tej chwili na kwiecień zachowuje umiarkowany optymizm.

Ostatni bastion padł, Skandia obniży opłaty

Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumenta opublikował dzisiaj bardzo ciekawą informację, która z pewnością ucieszy wielu posiadaczy polis inwestycyjnych, podobnych do tych, którą posiadam osobiście. Mianowicie wreszcie padł ostatni bastion, czyli swoje opłaty likwidacyjne obniża towarzystwo ubezpieczeniowe Skandia, 17. i ostatnie towarzystwo przeciwko któremu UOKiK prowadził swoje postępowanie.

Skandia opierała się najdłużej, ale wygląda na to, że wreszcie przynajmniej część klientów, będzie mogła uwolnić się z więzów polisy inwestycyjnej znacznie niższym kosztem niż wynikałoby to z umowy jaką podpisali. Szczegóły możliwości zakończenia umowy Skandia ma przesłać wszystkim zainteresowanym listownie, wraz z wyliczoną stawką "likwidacyjną". Nastąpi to w ciągu najbliższych 4 miesięcy w formie aneksu do umowy.

Stawka ta nie może być wyższa niż 29% wartości polisy, co niestety i tak jest wartością bardzo dużą, ale i tak wyraźnie mniejszą niż 98% jakie zabierała Skandia np. w trakcie dwóch pierwszych lat umowy w przypadku składek z wpłatami regularnymi. Warto też odnotować, że firma musiała bardzo mocno walczyć o każdy procent, bo jak sami możecie ocenić na poniższej grafice, to właśnie w Skandii opłaty "po obniżkach" nadal są najwyższe. Nie powinno to zresztą dziwić, brakuje mi statystyk, ale z moich obserwacji wynika, że to właśnie Skandia działała i nadal bardzo aktywnie działa na tym rynku.


Opłata likwidacyjna w Skandii w przypadku składek regularnych będzie malała mniej więcej o 1 punkt procentowy rocznie, wszystko zależy od tego na jak długo podpisaliście swoją umowę. Szczegóły można doczytać w decyzji UOKiK, która nawiasem mówiąc ma aż 80 stron.

Wolność nie dla wszystkich

Niestety jak to w życiu bywa, nic nie jest proste, postępowanie UOKiK dotyczyło 36 programów oszczędzania ze składką jednorazową i regularną, a to wcale nie są wszystkie produkty jakie Skandia oferowała swoim klientom podczas wielu lat działalności. Sam niestety jestem tego przykładem i mojego produktu - Spektrum Plus - otwartego w 2008 roku na liście nie ma i na 99% obejdę się smakiem ;-). Pełną listę znajdziecie w wymienionym wyżej dokumencie i na stronach UOKiK.

Tacy jak ja mogą nadal dochodzić swoich praw na drodze postępowania cywilnego (nie odbiera się takiej możliwości również tym, którzy skorzystają z oferty wynegocjowanej przez UOKiK) lub w ramach pozwów zbiorowych, np. tych organizowanych przez takie zrzeszania jak PrzywiązaniDoPolisy.

Teraz można tylko ponarzekać, że szkoda, że tak późno i szkoda, że nie wszyscy załapią się na nowe warunki. Daleko mi do użalania się nad sobą i swoim portfelem, ale pewnie byłbym zdrowszy mogąc się z tego kieratu uwolnić kosztem 2400 PLN, zamiast 6100 PLN, jakie zabrałaby mi Skandia gdybym likwidacji dokonał w dniu dzisiejszym.

Podsumowanie portfela - luty 2016

Czas mija nieubłaganie, a u mnie niestety ciągle go gdzieś brakuje i mocno nad tym ubolewam, bo lista tematów i zaczętych wpisów tylko rośnie, zamiast się realizować... Tym większym osiągnięciem jest dzisiejszy wpis, podsumowujący miesiąc luty, który okazał się dla blogowego portfela bardzo łaskawy. Nominalnie wartość portfela wzrosła o blisko 1000 PLN, z czego tylko 335 PLN to nowa składka, a reszta to "zysk". 4% zwrotu z inwestycji w ciągu miesiąca to świetny wynik, dobrze byłoby go utrzymać przez cały rok ;-).

Główne koło napędowe portfela to złoto, ML5 tylko w lutym zyskał 25%, a jak dobrze wiecie, w ten fundusz zainwestowałem już kilka dobrych miesięcy temu i teraz ta inwestycja się zwraca, choć z perspektywy czasu już mogę żałować, że nie była bardziej okazała (np. 100% portfela ;-)). Nie ma jednak czego specjalnie żałować, bo równie dobrze kierunek mógł być odwrotny.

W lutym nasz rodzimy rynek wreszcie nieco odsapnął, małe i średnie spółki miały chwile słabości, ale ostatecznie wyszły na plus, co widać też po wynikach NB4 i UNK6, plusy nie są może duże, ale na prowizję dla Skandi zarobiły. Nieco gorzej było w przypadku HSBC2 i JPM1, DAX został dosyć wyraźnie przeceniony, po to aby przed końcem miesiąca niemal cały spadek odrobić, dlatego tutaj mamy niewielkie minusy.

Dobrze zachowywał się także indeks WIG20, który obecnie walczy z oporami na 1900 pkt i nie jest pewnie w tym starciu bez szans, stąd też moja pozycja w QUE2 uległa w porównaniu do stycznia dosyć wyraźnemu powiększeniu. Na ten moment to wszystko co zamierzam w ten fundusz wrzucić, przynajmniej do czasu aż na dobre zadomowimy się powyżej 1900 pkt, co wcale nie jest przesądzone.

Są pewne pozytywne przesłanki, jak choćby zmniejszenie niepewności jaką generował do tej pory polski rząd, ale wiele będzie też zależeć od rozgrywek w największych bankach centralnych. W tym tygodniu swoją decyzję dotyczącą stóp procentowych i ewentualnego powiększenia programu luzowania polityki monetarnej podejmie ECB, a w przyszłym FED, więc zmienność na rynkach z pewnością będzie do tego czasu duża.


W portfelu nadal pozostaje jeszcze fundusz pieniężny UNK4, który w tej chwili pełni rolę gotówki na dalsze zakupy, ale co miałbym kupić w najbliższej przyszłości tego jeszcze nie wiem. Pewne pomysły są, ciekawie zaczyna się dziać na rynku ropy, ale czy to już odwrócenie trendu? O tym pewnie przekonamy się za jakiś czas.

W tej chwili jestem całkiem pozytywnie nastawiony do swojego portfela, co nie powinno dziwić, patrząc na ostatnie wyniki, dlatego na ten moment zawiesiłem pomysł wypłaty kolejnej transzy wolnych środków z produktu Skandi. Nie popadam jednak w euforie, bo tak po prawdzie od 1 stycznia 2016 do 29 lutego 2016, stopa zwrotu portfela nie licząc oczywiście wpłaconych w tym czasie składek to 0% (byłby mały plus, gdyby nie opłaty...).

PS. Na dzień dzisiejszy to +2,42%, ale to też nie powala ;-).

Podsumowanie portfela - styczeń 2016

Połowa lutego za nami, więc najwyższy czas podsumować styczeń, który okazał się na polskiej giełdzie spadkowy, głównie za sprawą agencji S&P, która postanowiła obniżyć rating Polski, a tym samym wywołała małą przecenę na GPW i złotówce. Wygląda jednak na to, że to właśnie wtedy nastąpiło przesilenie i póki co, niżej nie spadamy.

Oczywiście ta przecena miała swoje odbicie w portfelu blogowym, gdzie nadal jest sporo akcji z polskiego i europejskich parkietów, najwięcej straciły MiSie (NB4, UNK6), a zaraz za nimi były fundusze HSBC2 i JPM1. Nie są to jednak straty, które miałyby drastyczny wpływ na wartość portfela, choć kolejna strata powoduje, że wskaźnik "zysku" zbliżą się coraz szybciej do wartości -30% ;-).


Mogę się jednak za to pochwalić, że inwestycja w złoto, o której pisałem jeszcze pod koniec wakacji w zeszłym roku, wreszcie przynosi plony. Na powyższym wykazie jeszcze tego mocno nie widać, ale dzisiaj wycena jednostki funduszu ML5 skoczyła już do 97 PLN i wydatnie przyczynia się do wzrostu wartości portfela, tym bardziej, że kolejna wpłata na rachunek na początku lutego zasiliła właśnie konto funduszu ML5. Złoto dosłownie wystrzeliło na początku tego roku, a w ślad za nim fundusz ML5, który w ciągu miesiąca zyskał 30%.

W takiej chwili można pewnie żałować, że tylko 10% portfela znajduje się w ML5, ale nie ma to większego sensu, trzeba cieszyć się z tego co rynek sam dał i szukać kolejnych okazji, a takich wypatruje teraz w kontekście jakiegoś odreagowania na GPW. Wiele wskazuje na to, że sytuacja może się poprawić, ustawa frankowa raczej nie wejdzie w życie, a na tym zyskują notowania banków, które są mocno reprezentowane w indeksie WIG20 (QUE2). Ponadto ECB będzie raczej dalej luzował politykę monetarną i zapewni dalsze paliwo do wzrostów, co pozytywnie rokuje moim pozostałym funduszom akcyjnym.

Jeszcze co prawda nie dojrzałem do myśli aby zredukować nieco pozycję w UNK4, ale gdy tylko sytuacja stanie się bardziej klarowna, to nie omieszkam pewnych zmian w portfelu poczynić. Na co padnie wybór to w tej chwili kwestia otwarta.

Przy okazji warto też wspomnieć o czymś, na co zwrócił moją uwagę jeden z czytelników bloga, Adam, mianowicie w styczniu UOKiK zakończył pozytywnie kolejną partię postępowań przeciwko opłatom likwidacyjnym w polisach UFK i wynegocjował z Aegonem, Open Life, Compensą i Generali korzystniejsze warunki rozwiązywania tych umów. Tym samym z 17 rozpoczętych postępowań, już 16 zakończyło się dosyć pozytywnym rozwiązaniem, a jedynym towarzystwem, które nadal opiera się UOKiK jest.... Skandia.

Po cichu jednak liczę, że z okazji 8. rocznicy polisy, która mija w przyszłym miesiącu, mogę otrzymać nieoczekiwany prezent w postaci znacznego obniżenia opłaty likwidacyjnej. Jeśli takowa spadnie do ~20%, to prawdopodobnie projektu "Regularnego oszczędzania w Skandii przez 30 lat" nie uda mi się dokończyć ;-). W tej chwili opłata likwidacyjna w moim przypadku przypadku to niemal dokładnie 50% wartości rachunku bazowego (składek z pierwszych 5 lat) co przekłada się na kwotę ~5800 PLN.

Na koniec przypominam jeszcze o promocji Toyota Banku, w ramach której można założyć lokatę na 2.75% i zgarnąć nawet 110 PLN premii. Szczegóły w poprzednim wpisie.

Tankuj korzyści, ograniczaj straty

Początkowo wpis miał traktować tylko o nowej promocji Toyota Banku, w ramach której można zgarnąć całkiem niezłą lokatę na 2.75% oraz dodatkowo nawet 110 PLN premii, ale korzystając z okazji chciałbym poruszyć też nieco inny temat. Skoro jednak wpis zaczyna się od "tankowania korzyści" to zobaczmy najpierw co takiego oferuje nam Toyota Bank.


Organizatorem promocji jest Agora, która wcześniej przeprowadziła już kilkanaście takich akcji, a najsłynniejszą jest chyba sławna Lokata Happy w Idea Banku. Zasady są bardzo proste i w zasadzie sprowadzają się do kilku punktów:

1. Premię w wysokości 100 PLN otrzyma każdy nowy klient Toyota Banku, przy czym "nowy klient" to osoba, która nie posiadała w banku konta po 7 kwietnia 2015 roku. Aby otrzymać bonus wystarczy założyć konto i lokatę "Plan depozytowy na 100 dni" na kwotę minimum 10 000 PLN i utrzymać ją przez minimum 70 dni (zerwanie lokaty przed okresem jej zapadalności powoduje utratę odsetek). Lokata trwa 100 dni, a możemy otworzyć ich aż 7, co przy dosyć atrakcyjnym oprocentowaniu 2.75% w skali roku, nie jest wcale złym pomysłem.

2. Premię w wysokości 50 PLN otrzyma każdy obecny klient Toyota Banku, który założy lokatę "Plan depozytowy na 100 dni" na kwotę minimum 10 000 PLN i zrobi to z nowych środków, które będą nadwyżką nad saldo klienta na dzień 27 stycznia 2016. Dodatkowo taki klient musi utrzymać saldo z 27 stycznia 2016 przez kolejne 30 dni i utrzymać lokatę przez minimum 70 dni, a najlepiej oczywiście 100 dni, bo inaczej nie dostaniemy odsetek.

3. Dodatkowo premię 10 PLN można otrzymać po zarejestrowaniu się w promocji "Tankuj korzyści do pełna", co pozwala otrzymywać pod pewnymi warunkami (o nich nieco niżej) zwrot za płatności kartą na stacjach benzynowych. Rejestracji można dokonać na stronie http://toyotabank.pl/tankuj-korzysci/, a należy to zrobić po założeniu konta do dnia 28.03.2016.

Wszystkie premie zostaną wypłacone najpóźniej do końca czerwca 2016 roku, czyli dopiero za 4 miesiące, co też trzeba mieć na uwadze.

Klikając w powyższy banner korzystasz z mojego linku partnerskiego, zakładając przy jego użyciu konto pozwalasz mi na uzyskanie dodatkowego wynagrodzenia od organizatora całej akcji.


Jak skorzystać z promocji?


Aby otrzymać premię należy wykonać kilka podstawowych kroków w terminach podanych w punktach poniżej.

1. Do dnia 29 lutego 2016 należy wejść na stronę http://tankujkorzysci.zpremia.pl i zarejestrować swój adres email zgadzając się przy tym na wykorzystanie go w celach marketingowych.
2. Na podany adres przyjdzie link aktywacyjny, który potwierdza nasze uczestnictwo w promocji i pozwala zalogować się do aplikacji, w której albo zakładamy nowe konto, albo podajemy dane swojego obecnego konta w Toyota Banku.
3. We wniosku o założenie konta musicie zgodzić się na cały marketing od Toyota Banku, przez email, SMS i telefon, jest to niestety warunek konieczny jeśli chcecie otrzymać premię.
4. Po rejestracji w ciągu dwóch dni roboczych skontaktuje się z wami pracownik banku, który potwierdzi złożenie wniosku i umówi kuriera z dokumentami do podpisu.
5. Po potwierdzeniu założenia konta, które otrzymacie SMSem, można zalogować się na konto i do dnia 28 marca 2016 należy otworzyć przynajmniej jedną lokatę "Plan depozytowy na 100 dni" na kwotę minimum 10 000 PLN. Teraz wystarczy już tylko utrzymać lokatę przez minimum 70 dni, i 100 PLN będzie wasze.

Premia wypłacana jest na konto w Toyota Banku, dlatego należy je utrzymać przynajmniej do końca czerwca 2016. Podobno warto to zrobić, bo bank sugeruje, że w tym roku nie jest to ostatnia promocja, a ta pokazuje, że doceniani są nie tylko nowi, ale także starzy klienci.

Na co trzeba uważać?


Gdzie jest haczyk? Haczyk to konieczność założenia Konta Jedynego, które nie jest darmowe, kosztuje 2,49 PLN/miesiąc, chyba, że wydamy kartą wydaną do tego konta minimum 400 PLN (opłata i tak jest pobierana, ale do 10. dnia następnego miesiąca zwracana jeśli spełnione będą powyższe warunki). Dodatkowo do konta dorzucane jest w tej chwili darmowe ubezpieczenie Assitance (motoryzacyjne i medyczne), którego posiadanie pewnie nie zaszkodzi. Sama karta jest darmowa i pozwala na 3 darmowe wypłaty z bankomatów w kraju (kolejne kosztują 4,5 PLN).

Moneyback za płatności na stacjach benzynowych


Poza premią za lokatę i przystąpienie do programu "Tankuj korzyści do pełna", można otrzymać jeszcze moneyback w wysokości nawet 10% za płatności wykonane na stacjach benzynowych. Nie jest to jednak takie proste, bo mamy aż 4 progi i różne wymagania do spełnienia.


To o co można realnie powalczyć to pewnie pierwszy próg, czyli 5% zwrotu, bo niestety płatności na stacjach do limitu transakcji się nie wliczają. Warunek depozytów spełniony jest przez nasz Plan depozytowy, a saldo rachunku w wysokości 1000 PLN średnio przez cały miesiąc można chyba przeboleć. Maksymalna wartość premii to 50 PLN miesięcznie.

I tu dochodzimy do jeszcze jednej szansy na nagrodę, a mianowicie jeśli do 31 sierpnia 2016 roku będziecie mieli przynajmniej 3 miesiące, w których dostaniecie zwrot za paliwo, to możecie przystąpić do konkursu, w którym do wygrania są kamery GoPro Hero 4 Silver, tablety i książki. Poza wyżej wymienionym warunkiem trzeba jeszcze pomyśleć nad hasłem promującym ofertę Toyota Banku i zapisać je w aplikacji Agory.


Podsumowanie, czyli ograniczaj straty


Jak dobrze zauważył to wcześniej AppFunds, Toyota Bank może sobie pozwolić na takie promocje, bo jest to na tyle mały bank (nieco ponad 1,2 mld aktywów), że nie obejmie go podatek bankowy, który od lutego zaciąży już na wynikach wszystkich dużych banków. Dlatego też nie powinno was dziwić, że wszystkie banki od jakiegoś czasu podnoszą przeróżne opłaty albo dodają nowe.

Jest to zatem idealny czas aby zrobić sobie rachunek sumienia posiadanych kont i zdecydować, które z nich zamknąć, aby czasami opłaty nie pożerały nam zysków jakie mamy z wszelkiego rodzaju promocji. W swoim zestawie kont znalazłem aż 3, które już zamknąłem, albo niedługo zamknę z tego właśnie powodu i mogę domniemywać, że wielu z was może zrobić to samo z podobnych przyczyn.

Zamierzam pożegnać się z bankiem Credit Agricole, który miesiąc temu wypłacił mi ostatnią premię, za płatności kartą z tzw. saverem (odkładanie końcówek płatności kartą na konto oszczędnościowe) i tym samym przez półtora roku wypłacił niemal 1000 PLN premii (zabrakło mi kilku złotych w jednym miesiącu). Ten sam los czeka iKonto w BNP Paribas, który w styczniu wypłacił ostatni raz zwrot za płatności w PayU. Teraz utrzymywanie tego konta nie ma już praktycznie sensu, tym bardziej, że zgodnie z trendem, rosną na nim opłaty. Wreszcie trzecie to Konto Godne Polecenia w BZ WBK jeszcze z czasów promocji 700 PLN.

Nota bene, sami przyznacie, że jeszcze 2-3 lata temu banki znacznie hojniej rozdawały gotówkę i na tle wyżej wymienionych, 100 PLN od Toyota Banku wygląda kiepsko, ale z drugiej strony w czasach gdy trudno znaleźć konto oszczędnościowe oprocentowane wyżej niż 2% czy lokatą na 3%, to nawet taka oferta jest warta zainteresowania.

Osobiście zamierzam skorzystać z tej promocji i wszystkim którzy zdecydują się zrobić to samo korzystając z mojego linka afiliacyjnego serdecznie dziękuję, a resztę zapraszam do lektury kolejnych wpisów.

Wreszcie płatność telefonem na jaką czekałem

O płatnościach telefonem pisałem na blogu już kilka razy, mogę chyba nazywać siebie technologicznym geekiem, bo uwielbiam nowe technologie, a te związane z płatnościami mobilnymi są mi szczególnie bliskie. Prób implementacji mieliśmy kilka na przestrzeni ostatnich lat, ale wiele wskazuje na to, że dopiero teraz czeka nas na tym polu mała rewolucja, która do kilku banków w Polsce już trafiła.

Płatności telefonami były możliwe od czasu pojawienia się technologi NFC w smartfonach, najpierw tzw. bezpieczny element był częścią karty SIM, co wiązało się z tym, że aby płacić telefonem konieczne było podpisaniem umowy z konkretnym bankiem i konkretnym operatorem komórkowym, to nie mogło się udać. Później była niezła próba Biedronki w postaci aplikacji iKasa, technologia ta cały czas funkcjonuje, ale po wprowadzeniu w sieci sklepów terminali kartowych, została praktycznie zmarginalizowana.

Dzisiaj karierę robi HCE, technologia o której szerzej pisałem jeszcze pod koniec 2014 roku. Pierwszy wprowadził ją bank Pekao, ale była nieco kulawa bo wymagała ciągłego połączenia z siecią internet, bez tego płatność nie była możliwa. W drugiej połowie zeszłego roku płatności HCE wprowadził bank BZ WBK oraz Getin Bank, a 2 tygodnie temu do tego grona dołączył PKO BP.

Z pierwszymi dwoma bankami nie mam za wiele wspólnego, ale jak tylko HCE pojawiło się w Getin Banku, to postanowiłem tę funkcję przetestować, niestety bez powodzenia. Nie udało się aktywować aplikacji z powodu jakiegoś problemu z konfiguracją telefonu i do dzisiaj mam tylko wirtualną kartę NFC w systemie banku, a możliwości płatności nie ma.

Teraz gdy usprawnioną technologię HCE (płacić można nawet bez połączenia z internetem, a także bez pinu dla transakcji o wartości poniżej 50 PLN, podobnie jak zwykła kartą płatniczą) pokazało PKO BP, to też długo nie czekałem i już drugiego dnia dostępności usługi aktywowałem sobie płatności mobilne w aplikacji IKO.

Jeśli chcecie korzystać z aplikacji IKO i płatności NFC, to teraz możecie założyć Konot za Zero, które jest darmowe pod warunkiem wykonania płatności kartą na kwotę 300 PLN w miesiącu. Robiąc to z powyższego linku wynagradzacie autora bloga.

Tak wiem, bieda aż piszczy ;-)

To co trzeba przyznać PKO BP, pomimo tego, że jest bardzo konserwatywny z niskim oprocentowaniem lokat, wysokimi opłatami i ogromną rzeszą klientów, to bardzo dobrze radzi sobie z adaptacją nowinek technologicznych. Aplikacja IKO rozwijana od kilku lat ewoluuje w bardzo dobrym kierunku, a przy tym jest intuicyjna. Uruchomienie usługi płatności mobilnych w telefonie wyposażonym w NFC trwa maksymalnie 5 minut, wystarczy, że posiadamy w banku jakąkolwiek kartę płatniczą VISA. PKO BP zamiast tworzyć wirtualną kartę, podpiął płatności NFC do zwykłego "plastiku" co ma swoje zalety np. pozwala "nabijać" konieczny limit płatności na jednej karcie.



W tej chwili aplikacja IKO współpracuje tylko z kartami VISA, ale w przyszłości powinny pojawić się też karty MasterCarda. Co ciekawe, na wyciągu z terminala płatniczego nr karty jest nieco inny gdy płacimy telefonem, ale w systemie banku, transakcje telefonem czy kartą są nie do odróżnienia.

To co jest najlepsze, to fakt że praktycznie nie musimy nic robić, telefon wystarczy przyłożyć do czytnika kart, nie trzeba uruchamiać aplikacji IKO, wpisywać PINu czy uruchamiać internetu. Płatność trwa tyle co płatność zbliżeniowa kartą. Jeśli o mnie chodzi, to jest to na co cały czas czekałem i wygląda na to, że wreszcie w 2016 roku, 4 lata po uruchomieniu pierwszych płatności mobilnych w technologii SIM, się tego doczekałem.

Niestety (zawsze jest jakieś ale), w przyszłości może pojawić się jeden mały problem, system Android (póki co tylko ten system obsługuje płatności HCE i to dopiero od wersji 4.4) wybiera sobie domyślną aplikację do płatności HCE, więc jak za kilka tygodni do swoich aplikacji mobilnych płatności HCE dodadzą takie banki jak Millenium, Alior czy mBank, dla niektórych z nas może się to okazać kłopotliwe. Niestety nie ma jeszcze sposobu na szybkie przełączanie i wybieranie, którą kartą chcemy zapłacić. Domyślam się, że dla większości z was nie będzie to problemem, bo mało kto kolekcjonuje konta w bankach, ale potencjalnie jest to kolejny problem do rozwiązania.

Jakby jednak nie patrzeć, Amerykanie mogą cieszyć się swoim Apple Pay, podczas gdy my w Polsce mamy jako jedni z pierwszych na świecie wsparcie dla HCE, które pozwala płacić telefonem w ponad 80% punktów handlowych w Polsce wyposażonych w terminale płatnicze (niemal wszystkie, które obsługują płatności bezstykowe). Mi ten kierunek bardzo się podoba, a z płatności HCE zamierzam często korzystać. Teraz sytuacje gdy zapomnieliście portfela i musieliście zostawić cały koszyk zakupów w sklepie będą zdarzać się jeszcze rzadziej, bo chyba nikt z nas nie zapomina telefonu, a HCE w niedalekiej przyszłości wdroży jeszcze kilka dużych banków.

Ile wynosi sprawiedliwy kurs franka?

Niemal dokładnie rok temu, 15 stycznia 2015 roku, SNB, czyli narodowy bank Szwajcarii ogłosił, że przestaje osłabiać własną walutę i nie będzie więcej bronił kursu wymiany w stosunku do Euro, który wynosił około 1,2 CHF za 1 euro. Czym to się skończyło chyba wszyscy pamiętają, sam popełniłem w tym czasie 3 wpisy na ten temat, z perspektywy czasu patrząc dosyć emocjonalne i pewnie niepotrzebnie podsycone oburzeniem. Najsmutniejszy jest jednak fakt, że z opisywanych wtedy propozycji rozwiązania kryzysu franka, do dzisiaj żadna nie została zrealizowana...

Frank co prawda nadal jest bardzo daleko od poziomu ponad 5 PLN, w którym oscylował przez kilka godzin jeszcze rok temu, ale nie da się zaprzeczyć temu, że przez ostatnie 12 miesięcy złotówka nie ma najlepszej passy i kursy obcych walut rosną. Nie pomaga temu rozrzutna polityka i gry wojenne prowadzone przez agencje ratingowe, więc wiele wskazuje na to, że problem frankowiczów może wkrótce znowu stać się bardzo palący.


Na ratunek śpieszy jednak nasz Prezydent, który wreszcie w zeszły piątek wypuścił projekt ustawy mający pozwolić na rozwiązanie swoistego impasu. Po drodze propozycji było dużo, ale żadna nie była w takiej formie jak ta aktualna, która moim skromnym zdaniem jest dosyć skomplikowana dla przeciętnego obywatela. W mediach karierę robi przekaz o sprawiedliwym kursie franka, problem tylko w tym, że nikt go nie podaje, bo jak się okazuje, każdy posiadacz kredytu frankowego będzie go musiał sobie wyliczyć sam. Jak to zrobić?


Jak policzyć kurs sprawiedliwy?


Należy użyć formularza przygotowanego przez Kancelarię Prezydenta, wpisujemy tam 5 wartości, na podstawie których magiczna formuła podaje nam kurs sprawiedliwy. Na jakiej podstawie jest on wyliczany to jeszcze opisze poniżej, najpierw zajmijmy się jednak samym wyliczeniem, bo pewnie wielu czytelników jest tym bardzo zainteresowanych. Formularz możecie pobrać np. tutaj, wypełniacie samodzielnie tylko zielone pola, czyli marżę swojego kredytu, jego wielkość początkową, liczbę rat oraz rok i miesiąc, w którym kredyt został uruchomiony. Na tej podstawie w niebieskich polach pojawi się wam ten mityczny "kurs sprawiedliwy" oraz warunki, na jakich będziecie spłacali w banku resztę swojego zobowiązania, już w złotówkach.

I teraz najciekawsze, biorąc pod uwagę taki sam kredyt, na 300 000 PLN, na 25 lat z marżą 1%, ale wzięty w sierpniu 2008 lub w sierpniu 2010 roku, w pierwszym przypadku kurs sprawiedliwy wyniesie 2,38 PLN, a w drugim już 3,75 PLN (!!!). To jeszcze nic, ten kto wziął taki sam kredyt w sierpniu 2008 roku ale tylko na 15 lat, będzie miał kurs sprawiedliwy na poziomie 1,81 PLN, ale tutaj mamy swoisty bezpiecznik, który nie pozwala aby kurs sprawiedliwy był niższy od kursu zaciągnięcia zobowiązania. Zachęcam aby samemu się trochę tym arkuszem pobawić i posprawdzać różne scenariusze.

Jaka jest zatem metodologia? Otóż projekt prezydenta przewiduje zrównanie kosztów kredytu walutowego z takim samym kredytem złotowym. Czyli mając założone 300 000 PLN na 25 lat z marżą 1%, wyliczamy ile klient zapłaciłby rat gdyby wziął kredy w złotówkach, później porównujemy to z tym co zapłacił już w frankach i różnicę doliczamy (zazwyczaj będzie to kwota dodatnia) do teoretycznego zadłużenia w złotówkach i dzielimy tę kwotę przez pozostałą wartość kredytu w frankach szwajcarskich. W ten sposób uzyskujemy tzw. kurs sprawiedliwy. Od momentu przeliczenia, klienci spłacają kredyt złotówkowy z takimi samymi parametrami, czyli marżą i czasem kredytowania.

To jeszcze nie wszystko, prezydencka ustawa daje możliwość ubiegania się o zwrot zapłaconych spreadów walutowych, czyli jeśli bank naliczał wam między styczniem 2000 roku, a sierpniem 2011 roku spread wyższy niż kurs średni NBP przy płatności rat w PLN, to teraz odda wam różnice, odejmując ją od kwoty zadłużenia w PLN już po przeliczeniu, a jeśli będzie to kwota większa niż dług, to bank będzie zobowiązany oddać gotówkę. Od sierpnia 2011 banki zobowiązane są do przyjmowania płatności w walucie kredytu na wniosek klienta, stąd też to ograniczenie czasowe. Biorąc pod uwagę, że rekordziści tacy jak Getin czy Millenium mieli spread na poziomie 7, 8 czy nawet 10%, to niektórzy zyskają całkiem sporo.

Więcej szczegółów na temat samego projektu znajdziecie np. tutaj.

Komentarz


Z jednej strony projekt prezydenta wydaje się uczciwy, frankowicze nic nie zyskają w stosunku do osób, które wzięły kredyt w złotówkach i nie można rościć sobie o to specjalnie pretensji. Z drugiej jednak strony, całkowicie zdjęto z tych ludzi ryzyko, które mniej lub bardziej świadomie podjęli sami i z którym powinni się liczyć. Jeśli taka ustawa miałaby wejść w życie, to powinna zawierać jeszcze paragraf, w którym zabrania się w Polsce udzielania kredytów walutowych, bo nikt mnie przecież nie zapewni, że taka sytuacja nigdy się w przyszłości nie powtórzy. Ba może podobną ofertę powinni dostać też Ci, którzy wzięli kredyt w Euro albo USD? O nich się nie mówi, bo takich osób jest znacznie mniej.

Druga strona medalu to nasz sektor bankowy. Rozumiem oczywiście, że sympatycy partii rządzącej najchętniej "banksterów" widzieliby na kolanach, cieszą się jak to bankom się dostanie za swoje za sprawą nowego podatku, a w dalszej perspektywie i za frankowiczów. Ale czy ktoś zadaje się sobie pytanie, czy te 30 czy nawet 50 mld PLN, które ma podobno kosztować projekt prezydenta, nie wpłynie na stabilność sektora? Czy w sytuacji gdy upadają SKOKi włączone w ostatniej chwili do BFG oraz SK Bank, gdy BFG jest nadwyrężony, czy któryś z najbardziej zagrożonych banków nie pęknie? Nie chce wskazywać palcami na kandydatów, ale osobiście zaczynam mieć pewne obawy co do lokowania środków w kilku instytucjach finansowych, które dają najlepszy procent, bo na gwałt potrzebują gotówki.

O tym, że ostatecznie za te wszystkie rzeczy i tak zapłacą klienci banków w wyższych opłatach już nawet nie będę się rozwodził, bo każdy kto śledzi taryfy opłat i prowizji w swoim banku już to dawno dostrzegł. Rosnące marże w warunkach niskiego WIBORU nie są jeszcze tak dotkliwe, ale nie zazdroszczę tym, którzy swoje własne M będą w najbliższym czasie kupować na kredyt, a wraz z nimi dostanie się pewnie i deweloperom, chociaż po nich też pewnie nikt nie będzie płakał, takie przynajmniej odnoszę wrażenie. Problem tylko w tym, że to zalążek potencjalnie dużego kryzysu, którego ryzyko realizacji powinno się minimalizować, a nie zwiększać.