Czy krew się już polała?

Serwisy informacyjne i blogerzy finansowi żyją dzisiaj wielkimi spadkami na światowych giełdach, których początku można dopatrywać się jeszcze w zeszłym tygodniu, gdy pojawiły się niepokojące informacje z Chin. Wygląda na to, że problemy drugiej największej gospodarki świata stały się katalizatorem do dużej korekty, której brakowało na rosnącym od 7 lat rynku.

Amerykańskie i niemieckie indeksy nie miały już specjalnej ochoty do dalszych wzrostów od dłuższego czasu, więc mocna korekta wbrew pozorom wcale nie musi być bardzo negatywnym, a być może jest nawet pożądanym zjawiskiem. Co więcej pole do spadków jeszcze jest, na wykresach zaznaczyłem moim zdaniem istotne poziomy wsparcia dla obu indeksów (zielone prostokąty), które przynajmniej na ten moment mogą być ciekawymi punktami zwrotnymi. To jednak tylko moja opinia.

Kliknij aby powiększyć

Kliknij aby powiększyć
Trudno powiedzieć jak sytuacja potoczy się dalej, w sieci pojawia się mnóstwo teorii, jedne bardzo emocjonalne, a inne całkiem sensowne i podparte rzeczywistą moim zdaniem oceną sytuacji. Wnioski możecie wyciągnąć sami, ale jak na pierwszych stronach portali informacyjnych są informacje o krachu, to znak, że trzeba zacząć szukać spółek, które mogą rosnąć ;-).

GPW w piątek jeszcze jako tako opierała się minorowym nastrojom, ale dzisiaj nie było już żadnych szans aby nasz słaby i nękany co chwile różnymi problemami rynek nie poddał się ogólnoświatowej tendencji i zaliczył bardzo słaby dzień, który zbił WIG20 do wartości niemal 2000 pkt, niewidzianej od 3 lat. Ostatni raz poniżej 2000 pkt byliśmy jeszcze w 2009 roku. Nie oznacza to jednak, że WIG20 rozpieszczał nas podobnie jak indeksy rynków rozwiniętych. Praktycznie od 2011 roku ruszamy się w wąskim zakresie 2000-2650 pkt na indeksie WIG20 z lekką tendencją spadkową.

Kliknij aby powiększyć
Wsparcie indeksu w okolicach 2000 pkt wydaje się całkiem solidne, więc kilka najbliższych dni może być dla GPW decydujących. Jeśli na stałe wybijemy ten poziom, to najbliższe miesiące będą bardzo emocjonujące. Wystarczy tylko wspomnieć, że w październiku czekają nas wybory parlamentarne, które prawdopodobnie wygra obecnie opozycyjna partia, której pomysły nie są delikatnie mówiąc ciepło przyjmowane przez rynek. W odwodzie są też nadal problemy Grecji i konflikt na Ukrainie, problemy Rosji związane z taniejącą ropą czy bardzo prawdopodobne bankructwo Wenezueli, której budżet na handlu ropą się w całości opiera (kto teraz chciałby, aby nasz budżet też się opierał np. na eksporcie gazu z łupków ;-)). To jednak może być już w cenach.

Trzeba natomiast pamiętać, że sytuacja makroekonomiczna jest bardzo korzystna, mamy niskie stopy procentowe, spada bezrobocie, inflacja jest niska, a taniejące surowce (ropa najniżej od szczytu paniki w 2008 roku) sprawiają, że raczej większych perspektyw na jej wzrost i ryzyka podniesienia stóp procentowych w najbliższym czasie nie ma. To może przemawiać za obroną 2000 pkt, a w takim przypadku można pomyśleć o zagraniu pod powrót pod górną bandę, czyli 2500-2600 pkt.

Tak gwałtowna przecena sprawia, że w ciągu kilku dni wiele spółek staje się znacznie bardziej atrakcyjna pod względem wyceny i może to stwarzać okazje do zakupów, np. pod kątem portfela dywidendowego (wszyscy pamiętamy KGHM po 25  PLN w 2008 roku, który przez następne lata wypłacił więcej samej dywidendy). Krew niewątpliwie już się polała, nie jest jeszcze powiedziane, że nie poleje jej się więcej, ale to w żadnym przypadku nie oznacza, że powinniśmy odwracać swój wzrok od giełdy.

Jeśli zaś chodzi o mój blogowy portfel, to zapewne za 2-3 dni dzisiejsza przecena będzie w nim bardzo dobrze widoczna i szykuje się na spory spadek jego wartości. Co prawda udało mi się jeszcze w zeszłym tygodniu sprzedać połowę funduszu HSBC1 (Chiny), ale to tylko niewielka część portfela. Dzisiaj zleciłem konwersje reszty HSBC1 na UNK4 (fundusz pieniężny) oraz połowy UNK6 (MiSie) na UNK4 i ML5 (złoto). Podobny los spotka prawdopodobnie fundusze HSBC2/JPM1 bazujące na spółkach europejskich. W takich niepewnych sytuacjach wolę siedzieć na pieniądzach, a przynajmniej wolałbym aby to była większa część portfela.

Złoto natomiast to taki cichy plan, póki co bardzo nieśmiały bo na tygodniowym wykresie nadal nie wygląda to zbyt dobrze i dopiero wybicie powyżej 1200 USD mogłoby mnie skusić do mocniejszego wejścia w ten walor. Za tą inwestycją przemawia bliskość bardzo mocnego wsparcia (żółty prostokąt) oraz wybicie z formacji spodka na wykresie 4-godzinnym. Fundamentalnie też jest kilka przesłanek ku złotu, bo w sytuacji gdy odsuwa się perspektywa podwyżek stóp procentowych w USA, a Chiny dewaluują swoją walutę, złoty kruszec może wrócić do łask (zyskując chociażby na samym osłabieniu USD, z czym mieliśmy do czynienia np. dzisiaj).

Kliknij aby powiększyć
Jedno jest pewne, zmienność to coś czego na rynkach ostatnio brakowało, teraz wreszcie coś się dzieje, a jak uczy doświadczenie, w takich okolicznościach rodzi się sporo okazji.

Podsumowanie - lipiec 2015

Połowa sierpnia już za nami, więc najwyższa pora podsumować lipiec, który dla portfela okazał się raczej neutralny. Tak samo zresztą było na rynku, polskie indeksy zaliczyły wyraźne spadki i póki co podróżują w trendzie bocznym, podobnie jak DAX czy SP500. Prawdziwa huśtawka nastrojów jest w Chinach, gdzie indeks w Szanghaju potrafił rosnąć i spadać o 7% w pojedynczych dniach. Odbiło się to niestety na notowaniach funduszu HSBC1, który jest częścią portfela, dlatego też pomimo kolejnych działań chińskiego rządu (dewaluacja juana) zamierzam w sierpniu zmniejszyć zaangażowanie w tym funduszu.

Generalnie sytuacja na świecie (jak zawsze...) nie jest prosta i oczywista, giełdy dostają zadyszki (perspektywa podnoszenia stóp w USA), surowce szorują po dnie (złoto, ropa), a obligacje płacą jakieś grosze. Jedyne co w portfelu zachowuje się całkiem przyzwoicie to fundusze małych i średnich spółek w Polsce. Wyselekcjonowane akcje z tej grupy dają całkiem nieźle zarobić, jak chociażby CDProjekt, który posiadam poza portfelem blogowym, a który od lutego 2015 do dzisiaj dał zarobić prawie 70%.

Wróćmy jednak do portfela, zrzut jest z początku sierpnia, ale już po wpłacie składki za sierpień, stąd ponadstandardowy wzrost wartości w stosunku do podsumowania czerwca 2015. Tak jak wspominałem wcześniej, w przyszłym tygodniu zrealizuje się transakcja sprzedaży połowy udziałów w HSBC1 na rzecz HSBC2/NB4/UNK4 w stosunku 25/50/25%. Innych pomysłów inwestycyjnych brak. 


Druga połowa roku zapowiada się ciekawie, gorączka spekulacji na temat terminu wzrostu stóp procentowych w USA osiągnie niedługo apogeum, w odwodzie cały czas są problemy chińskiej gospodarki, które muszą odbić się również na tamtejszym rynku giełdowym, a i w Europie wcale nie jest rewelacyjnie i nie chodzi tu wcale tylko o Grecję. W Polsce sytuacja też nie jest cukierkowa, wystarczy choćby wspomnieć o ustawie "frankowej", która poważnie może uszczuplić portfele bankowców, podobnie jak zapowiadany podatek bankowy, który pewnie wejdzie w życie gdy jesienne wybory wygra PiS. W takim otoczeniu trudno o optymistyczny scenariusz.

Podsumowanie - czerwiec 2015

Dzisiaj możemy sobie podsumować czerwiec, który już taki łaskawy dla portfela nie był, bo mamy swoisty rollercoaster na akcjach w Chinach, gdzie giełda w ostatnim czasie charakteryzuje się zmiennością jak jakiś rynek trzeciego świata, a i w Polsce nie działo się za dobrze z racji problemów związanych z Grecją. Wszystko to znajduje swoje odbicie w wartości portfela, który kolejny raz praktycznie zatrzymał się w miejscu.

Moje podsumowania mają to do siebie, że zazwyczaj po nich otrzymuje jakieś propozycje pomocy w prowadzeniu portfela od różnej maści zawodowców, ale nie udało mi się jeszcze żadnej takiej oferty sfinalizować, bo chyba nikomu nie jest na rękę, abym publikował tutaj skład portfela, który oferenci sprzedają za xxx PLN. Tym samym pogodziłem się z moją wegetacją, co roku będę sobie wypłacał wolne środki i mama nadzieję, że przed końcem roku uruchomię blogowy portfel IKZE/IKE. Wypadałoby to zrobić i przedstawić porównanie ofert poszczególnych domów maklerskich.

Obecnie portfel wygląda nieco lepiej niż na obrazku poniżej. W kolumnie po prawej macie jego aktualny skład na dzień dzisiejszy, który obejmuje już wpłatę kolejnej składki w wysokości nieco ponad 335 PLN. To niezmiennie największy plus tego programu, czyli systematyczne wpłaty, szkoda tylko, że każdego miesiąca odejmowane jest od nich 50 PLN opłat ;-). Mam nadzieje, że partie rozdające na prawo i lewo pieniądze przed wyborami, nie zapomną o polisolokatach i będzie możliwość uwolnienia się od tego rachunku po akceptowalnych kosztach.


Nie ma jednak co tak na wszystko narzekać, wakacje to rzadko kiedy dobry czas na giełdach więc i po portfelu trudno spodziewać się fajerwerków, skoro nawet fundusz pieniężny (UNK4) nie zarabia tyle aby pokryć "swoją część" opłaty za rachunek ;-).

Najgorsze w tym wszystkim jest to, że przez te już ponad 7 lat udowodniłem tylko, że regularne oszczędzanie to się za bardzo nie opłaca, bo tylko z tych giełd (szulernia!) traci pieniądze i żadnych korzyści na przyszłości nie ma. Mam nadzieje, że to jednak nie odwiedzie nikogo z Was od gromadzenia kapitału na stare lata. Być może wyjątek potwierdza regułę...

Propozycja PO jest za trudna dla frankowiczów

Powinienem napisać podsumowanie portfela za czerwiec, ale może to chwilę poczekać, bo dzieje się wiele znacznie ciekawszych rzeczy. W ostatnim wpisie przewidziałem, że PO i PIS zaczną się licytować na obietnice wyborcze, między innymi dla frankowiczów. Długo nie trzeba było czekać i tak mamy dosyć sensowną propozycję PO, która niestety nie spotkała się ze zrozumieniem większości zainteresowanych, którzy policzyli, że po całej akcji będą płacić w najlepszym wypadku raty niższe o 10 PLN.

Tak przynajmniej wynika z obliczeń niejakiego Mikołaja Fidzińskiego, redaktora naczelnego portalu Comperia.pl, czyli człowieka, który nie powinien tak lekkomyślnie sypać populistycznym hasłami. Bo jak inaczej nazwać wpis na Twitterze o treści: "Frankowiczu! Co zrobisz z 5 zł zaoszczędzonymi dzięki propozycji PO? ;)" podpartego poniższą tabelką.


Nie będę się dzisiaj zajmował propozycją PO, bo jak widać powyżej inni już policzyli, że przeciętny frankowicz będzie miał umorzone 60 000 PLN, a pozostałe 60 000 PLN będzie musiał spłacić w ramach dodatkowego kredytu oprocentowanego na 1.5%. Suma sumarum, w stosunku do kredytu we frankach i obecnym kursie, różnica w wysokości raty jest znikoma, ale w całej tej operacji nie chodzi wcale o to aby ludziom raty obniżyć.

Operacja konwersji kredytów z CHF na PLN ma na celu przede wszystkim zlikwidować ryzyko kursowe, a nie obniżyć ratę, czyli sprawić, aby te zobowiązania, które rosną wraz ze wzrostem kursu franka nie rosły w nieskończoność, ale aby stały się spłacalnym zobowiązaniem w walucie, którą każdy z nas zarabia w tym kraju. Jednym słowem, wasza rata pozostanie na tym poziomie nawet wtedy, gdy kurs franka wzrośnie do 4,5 czy 5 PLN. Taki powinien być zamysł tej ustawy i propozycja partii rządzącej wydaje się pod tym względem całkiem sensowna.

Zrozumiem jak większość osób zaplątanych we franki stwierdzi, że brak mi empatii czy innego współczucia, ale spójrzmy prawdzie w oczy, każde inne rozwiązanie obciążające system bankowy w większym stopniu, odbije się na wszystkich klientach, którzy i tak płacą już coraz wyższe prowizje za prowadzenie konta czy posiadanie karty płatniczej. Nie mówię nawet o tych, którzy w ostatnich kilku tygodniach stracili sporo oszczędności na GPW, gdzie kursy banków dosłownie nurkują (polecam spojrzeć na wykresy Getin Banku lub mBanku).

Jednym słowem, wszystkim krytykom tego pomysłu polecam spojrzeć nieco dalej niż czubek własnego nosa i pomyśleć co by się stało, jak za sprawą Grecji za pół roku frank będzie kosztował 4,5 PLN. Na waszym miejscu zacząłbym dopingować partie rządzącą aby szybciej stosowną ustawę przeforsowała w Sejmie...

Kiełbasa wyborcza dla każdego, czyli festiwal obietnic

2015 rok zapowiada się szczególnie, kilka tygodni temu naród wybrał nowego prezydenta, który naobiecywał gruszek na wierzbie, a już za 3 lub 4 miesiące wybierzemy naszych reprezentantów do parlamentu. Kampania wyborcza zaczęła się wczoraj i tym samym rozpoczynamy festiwal obietnic. Nie będę się tutaj rozwodził nad propozycjami partii opozycyjnej, która obiecuje niższy wiek emerytalny, 500 PLN na każde dziecko, a do tego jeszcze podniesienie kwoty wolnej od podatku. Każdy trzeźwo myślący człowiek powinien sobie zdawać sprawę, że te obietnice nie mają pokrycia, chyba, że nowy rząd zamierza na masową skalę drukować PLNy, wywołać inflację i w efekcie zubożyć społeczeństwo, zamiast mu pomóc.


Dzisiaj zajmę się obietnicami partii rządzącej, które zwróciły moją uwagę w ten weekend, a które mogą się jeszcze zrealizować w tej kadencji, bo przecież po sromotnej porażce w wyborach prezydenckich i tragicznych sondażach, jakoś trzeba się ratować. Przez ostatnie 2 dni zdążyłem już przeczytać, że pielęgniarki z Wyszkowa dostaną podwyżki (strajkowały od tygodnia), a docelowo w przyszłym roku dodatkowe pieniądze otrzymają wszystkie przedstawicielki tego bardzo niewdzięcznego zawodu. Przewija się także temat obniżki podatku VAT i oczywiście podniesienia kwoty wolnej od podatku. Wystarczyło tylko, aby UE zdjęła z nas procedurę nadmiernego deficytu i rząd już szuka sposobów, jak tu powiększyć w przyszłym roku dziurę budżetową ;-)

To jednak nie wszystko, okazuje się, że rząd zamierza wreszcie pomóc "nabitym" w polisy inwestycyjne. Jak pewnie wiecie kilka miesięcy temu Aegon wprowadził dla swoich klientów możliwość rezygnacji z polisy uiszczając jakąś niewielką opłatę, rzędu chyba 4%. Było to całkiem pozytywne zdarzenie, ale konkurencja wcale tą ścieżką nie podążyła, tylko zachęcała swoich sprzedawców aby podkradali klientów Aegonowi dla siebie... Skończyło się to tym, że Aegon się z tego rozwiązania wycofał i nadal pobiera horrendalnie wysokie opłaty likwidacyjne.

Wygląda na to, że to wreszcie przekonało rządzących o konieczności uregulowania całej sprawy przy pomocy ustawy. Takowa jest szykowana od dłuższego czasu, ale miała obejmować tylko polisy zawarte po jej wprowadzeniu. Okazuje się jednak, że politycy partii rządzącej chcą się przypodobać również tysiącom wyborców, którzy w polisy wpakowali się znacznie wcześniej i przy bierności Polskiej Izby Ubezpieczeń, wprowadzą poprawkę o zakazie pobierania wysokich opłat likwidacyjnych, również w przypadku umów zawartych kilka lat temu. Ustawa wraz z poprawkami ma być głosowana w lipcu, więc jeszcze przed wakacyjną przerwą parlamentu.

Nie ukrywam, że jestem tym żywo zainteresowany, bo gdyby taka możliwość się pojawiła, nie miałbym żadnych skrupułów przy rezygnacji z usług z Skandii np. płacąc za tą "przyjemność" 5% wartości portfela. Do realizacji tego scenariusza droga jeszcze daleka i zapewne nie obejdzie się też bez dużego oporu instytucji finansowych. Nadchodząca data wyborów może jednak sprawić, że motywy rządzących będą bardziej zgodne z dobrem obywateli.

Druga ciekawostka z ostatnich dni to poprawka do ustawy o programie MdM, która będzie też dofinansowywała zakup nieruchomości z drugiej ręki. To bardzo słuszny postulat, bo nie licząc dużych aglomeracji, podaż mieszkań od deweloperów wcale nie jest taka duża, a to można by już podciągnąć pod faworyzowanie określonej grupy mieszkańców kraju, co pewnie nie jest nawet zgodne z konstytucją. Zasady są w trakcie opracowania, ale wiele wskazuje na to, że limit ceny metra kwadratowego na zakup mieszkania z drugiej ręki będzie wyraźnie niższy (~20%) niż ten dla mieszkań nowych, ale dopłata będzie nadal w wysokości od 10 do 20%, w zależności od naszej sytuacji "rodzinnej". Według badań Home Brokera, na tej zmianie zyskają głównie mieszkańcy mniejszych aglomeracji, bo w tych największych limit ceny będzie zwyczajnie za niski.

Czekam teraz jeszcze na rozwiązanie problemu kredytów w walutach obcych. O ile nie mam wątpliwości, że jakąś alternatywę dla frankowiczów wypadałoby przygotować. O tyle nie odważę się żadnego rozwiązania proponować, bo wydaje mi się, że idealnego zwyczajnie nie ma. Koszty ktoś musi ponieść, pytanie tylko jak je podzielić?

Wygląda jednak na to, że przez najbliższe kilka tygodni usłyszymy jeszcze sporo obietnic i propozycji, szkoda tylko, że większość z nich będzie zwykłym populizmem...

Podsumowanie - maj 2015

Przez 5 lat prowadzenia bloga, od marca 2010 roku, nie zdarzyło się abym w jakimś miesiącu nie zamieścił chociaż jednego wpisu... tak było do maja bieżącego roku. Nawet nie chce pisać jak mi głupio, tym bardziej po tym co napisałem w kwietniu, życie zweryfikowało moje zapowiedzi. Co więcej okazuje się, że nawet kilka wolnych dni nie wpływa pozytywnie na moją motywację do pisania, bo podsumowanie maja pojawia się po tygodniu, w nocy z niedzieli na poniedziałek. Nie potrafię w tej chwili określić powodów tej niemocy twórczej, bo nie wydaje mi się możliwe, aby "zwykłe" chodzenie do pracy od 8 do 16 mogło mieć aż tak negatywny wpływ na człowieka ;-).

To oczywiście po części żart, ale faktem jest, że przez ostatnie 12 lat, swojej pracy zawodowej do pracy musiałem "chodzić" może przez 3 czy 4 miesiące, poza tym cały czas pracowałem zdalnie, z domu i w godzinach, które sam wybierałem. Teraz już 2 miesiące pracuje na tzw. etat i zaczynam doceniać możliwości jakie miałem wcześniej ;-). Wszystko ma oczywiście swoje wady i zalety, dlatego nie narzekam tylko staram się odnaleźć w nowej rzeczywistości, a ta obejmuje w tej chwili "starą" i "nową" pracę co skutecznie ogranicza zasoby czasowe, których domaga się również rodzina. Jedyny bezdyskusyjny pozytyw w tym przypadku, to dwa przelewy w miesiącu ;-).

Temat jest ciekawy i pewnie za jakiś czas pokuszę się o porównanie pracy zdalnej do pracy w biurze w określonych godzinach, bo na ten temat w sieci można znaleźć wiele mitów, które chyba dosyć niesłusznie gloryfikują pracę z domu. Nie jest to wcale taka sielanka jakby się niektórym mogło wydawać ;-).

Przejdźmy jednak do konkretów, czyli do blogowego portfela, który też ciągle dostarcza mi dylematów. Jeśli chodzi o jego zachowanie to nie jest źle, w kwietniu i maju udało się nawet wyjść na niewielki plus, co pokazuje nowy wskaźnik w ramce obok. Starta portfela zmniejszyła się się o 1,1 punktu procentowego, czyli jakieś 200 PLN. Biorąc pod uwagę, że to stan po odcięciu opłat pobieranych przez Skandię (ponad 50 PLN co miesiąc) to całkiem niezły wynik. Największy wkład w ten wynik miał fundusz HSBC1, czyli Chiny, gdzie najpierw rynek dynamicznie rósł, aby kilka dni temu zaliczyć równie dynamiczną przecenę. Teraz mamy powrót do wzrostów, ale trudno ocenić czy to nie koniec bańki, bo podobno w Chinach zakłada się teraz po kilka milionów rachunków maklerskich dziennie, i kto wie czy nie jest to odpowiednik roku 2007 w Polsce.


Cały czas całkiem nieźle radzą sobie fundusze europejskich spółek, które pomimo zadyszki DAXa, powiększają swoją wartość (HSBC2 i JPM1). Marazm widać za to na naszym parkiecie, a wraz z nim stagnację wycen funduszy MiSiów, czyli NB4 i UNK6. Nieco ponad 20% portfela pozostaje w tej chwili w bezpiecznym funduszu pieniężnym i póki co to się nie zmieni, bo nie widzę rynku, który dawałby jakąś jasną perspektywę wzrostu w najbliższym czasie, choć bacznie się przyglądam surowcom i metalom szlachetnym.

Jednym słowem fajerwerków nie ma, może faktycznie czas sobie walnąć "dekielkiem od studzienki kanalizacyjnej w głowę" jak mi radzi jeden z czytelników i pozostawić portfel jakiemuś automatycznemu systemowi, który będzie podejmował decyzję na bazie zadanych kryteriów. Skoro nie mam nawet czasu napisać kolejnego wpisu na blog, to tym trudniej jest śledzić różne rynki finansowe i jeszcze podejmować na tej bazie jakieś decyzje inwestycyjne. Pozostaje tylko znaleźć ten genialny system... ;-)

Podsumowanie - marzec 2015

To tyle jeśli chodzi o noworoczne postanowienia pisania kilku tekstów co miesiąc. Kwiecień jest pod tym względem kompletną porażką, skoro podsumowanie marca powstaje dopiero dzisiaj. Nałożyło się na ten fakt kilka czynników, począwszy od mojej choroby w trakcie urlopu, na którym miałem w planach trochę popisać na blogu, przez rozpoczęcie nowej pracy i cały czas obowiązki w poprzedniej co skutecznie sprawia, że doba staje się bardzo krótka i czasu brakuje nawet na sen.

W kwietniu będzie pewnie jeszcze ciężko, ale już widzę, że przy dobrej organizacji czasu uda się jakoś połączyć wszystkie te rzeczy i pewnie przynajmniej raz w tygodniu w okolicach weekendu będę mógł zaoferować Wam nowy tekst do przeczytania.

Wróćmy jednak jeszcze na chwilę do marca, w którym zamyka się dokładnie 7. rok mojej polisy inwestycyjnej w ramach Skandi. Od kwietnia rośnie miesięczna składka, z 319 do 335 PLN, czyli o 5%. W gruncie rzeczy nie byłem do tego przekonany, ale przegapiłem przez sprawy wymienione powyżej termin zanegowania indeksacji i teraz nie ma wyjścia, trzeba płacić więcej. Nie jest to jakiś większy ból, ale powoli tracę ochotę na inwestowanie w ramach Skandi, patrząc szczególnie na miesięczne opłaty pożerające zyski nawet pomimo całkiem przyzwoitej selekcji funduszy.

Bo jeśli chodzi o skład portfela, to oczywiście mógłby być wyraźnie lepszy, patrząc na to co dzieje się teraz na giełdzie w Szanghaju, ale i tak nie ma co specjalnie narzekać, bo strata co miesiąc jest mniejsza. W Europie póki co nie było jeszcze żadnej większej korekty, a i polska giełda niemrawo zaczyna wspinać się do góry i myślę, że w dalszej perspektywie małe spółki na tym skorzystają. Pozbyłem się za to funduszy obligacji i zamieniłem je na fundusz pieniężny, który zapewnia bardziej stabilny wzrost kapitału, choć de facto jest to tylko miejsce do chwilowego przetrzymania środków przed większym zaangażowaniem w akcje, np. po jakiejś wyraźnej korekcie w Europie czy Chinach.


To co najbardziej ciąży dzisiaj na wynikach portfela to umacniająca się złotówka, która spadła poniżej psychologicznej bariery 4 PLN, co nie było widziane od 2011 roku, a jak sami widzicie, w euro denominowane są fundusze składające się w sumie na 44% całego portfela. Nie wygląda to jeszcze bardzo źle, ale mała lampka ostrzegawcza się zapaliła. Problem tylko w tym, że w tej chwili brakuje mi pomysłów na ewentualne konwersje, iskierka nadziei pojawia się w kontekście GPW, Chiny już chyba za bardzo uciekły (ponad 30% tylko w tym roku), a w USA widać już dłuższą konsolidację.

Istotny jest dla mnie fakt, że udało się zahamować trend spadkowy i powoli portfel się odbudowuje, co dobrze wróży na przyszłość.