Meritum Bank wprowadza wysokie opłaty

W połowie lutego opublikowałem mały ranking konto osobistych, z którego wynikało, że w ofercie banków są tylko 3 całkowicie darmowe konta, bez żadnych gwiazdek. Niestety od 1 czerwca grono to uszczupli się o kolejną instytucję, którą jest Meritum Bank. Zaledwie kilka tygodni po przejęciu przez Alior Bank, oferta Meritum zmienia się bardzo drastycznie i oczywiście są to zmiany niekorzystne dla klientów, choć sprzedawane pod płaszczykiem zmian korzystnych ;-).


Alior już na początku zeszłego miesiąca niemiło zaskoczył i obniżył oprocentowanie kont oszczędnościowych w Meritum (do 2,75% dla nowych i 2,5% dla starych rachunków), a po dzisiejszych zmianach, oferta tego banku praktycznie staje się nieatrakcyjna. Niestety na początku roku usunięto z systemu transakcyjnego możliwość zdalnego rozwiązania umowy o rachunek osobisty, więc czeka nas wycieczka do oddziału lub wysłanie rezygnacji pocztą, bo niestety ale w takiej sytuacji jak obecnie trudno dłużej współpracować z Meritum Bankiem. Dotyczy to zapewne wielu osób, które założyły konta w ramach oferty Comperia Bonus pod koniec zeszłego roku.

Wróćmy jednak do samych zmian, bank wycofuje od jutra z ofert Proste Konto Osobiste i zastępuje je Kontem z Gwarancją, które gwarantuje brak opłat przez 5 lat, ale oczywiście pod przykrywką kilku gwiazdek i warunków. Oczywiście można pozostać przy Prostym Koncie (nikt nie zmusi was do zmiany), które jeszcze do końca maja będzie całkowicie darmowe, ale już od 1 czerwca bank wprowadza opłatę za kartę w wysokości 6 PLN, której nie można uniknąć pod żadnym warunkiem. Pobierana będzie też opłata dodatkowa (również za kartę, co jest jakimś kuriozum) w wysokości 8 PLN, z której jednak w ramach "promocji" będziemy zwolnieni. Tak będzie jednak tylko do końca października 2015. Po tej dacie, jeśli nie zasilicie konta przelewem w wysokości przynajmniej 2000 PLN albo pensją/rentą/emeryturą dowolnej wysokości, to bank będzie pobierał owe dodatkowe 8 PLN, co w sumie daje 14 PLN (!!!).

Ja rozumiem, że niższe stawki interchange dają się bankom we znaki i jakoś trzeba te straty odrobić, ale 14 PLN za kartę? I to bez żadnych bonusów jak choćby ubezpieczenia czy inne dodatki, to rozbój w biały dzień. Meritum Bank chyba nie zdaje sobie w tej chwili sprawy ilu klientów w najbliższym czasie straci.

A straci na pewno, bo przejście na Konto z Gwarancją wcale nie jest rozwiązaniem, owszem, do końca października będzie darmowe bez żadnych warunków, ale od listopada wymogiem będzie wpływ w wysokości 2500 PLN z dowolnego konta w innym banku lub wydanie 700 PLN przy pomocy karty płatniczej. Jeśli tych warunków nie spełnicie to bank za kartę pobierze sobie opłatę w wysokości bagatela 12 PLN. Jednym słowem wpadamy z deszczu pod rynnę.

Pewnym rozwiązaniem jest rezygnacja z karty płatniczej, wtedy teoretycznie samo Proste Konto Osobiste jest darmowe, ale nie wiadomo jak taki stan rzeczy długo potrwa.

Rękę Aliora widać też w kombinacjach z warunkami Konta z Gwarancją, bezpłatne są wszystkie bankomaty w Polsce i na świecie, ale do taryfy opłat wchodzi prowizja za przewalutowanie transakcji zagranicznych w wysokości 2%, której wcześniej nie było, więc ta darmowość jest tylko pozorna. Poza tym klienci Meritum Banku zyskają darmowe przelewy natychmiastowe, ale to wszystko bez opłat można mieć w T-Mobile Usługi Bankowe. Ostatnim całkowicie darmowym kontem osobistym jest Smart Konto w Smart Banku.

Cytując klasyka, "źle się dzieje w państwie duńskim" i na każdym kroku trzeba się pilnować. Pora chyba na aktualizację rankingu tych niemal darmowych kont osobistych i zwrócenie uwagi na kolejne banki, które podnoszą opłaty. T-Mobile Usługi Bankowe wprowadza od 1 czerwca opłatę za kartę w wysokości 6 PLN, pod warunkiem wykonania transakcji na kwotę 200 PLN. Wzrastają też inne opłaty, przelewy SEPA nie będą już darmowe, druga i kolejne wypłaty z konta oszczędnościowego będą wynosić 5 PLN, a nie 1 PLN itd. Szczegóły zmian znajdziecie tutaj. Ponadto od 8 kwietnia opłata za kartę dla starych klientów mBanku (posiadających zwykłe eKonto) rośnie z 4 do 6 PLN, pod warunkiem transakcji na kwotę 300 PLN w miesiącu (do tej pory było 100 PLN). W lutym opłatę 7 PLN za kartę wprowadził BZ WBK w Koncie Godnym Polecenia, wcześniej PKO BP w Koncie za Zero itd.

To kto wypisuje się z klubu Meritum Bank? ;-)

PS. Przydatne linki:
Szczegóły Konta z Gwarancją
Nowa taryfa opłat i prowizji w Meritum Banku

Posiadacze kredytów RnS dołączą do Frankowiczów?

Kilka dni temu dostałem na maila link do artykułu opublikowanego na stronach Comperii, gdzie jeden z analityków zastanawia się, czy posiadacze kredytów hipotecznych z dopłatami w ramach programu Rodzina na Swoim to tykająca bomba zegarowa na miarę Frankowiczów, o których jest głośno od połowy stycznia bieżącego roku. Muszę przyznać, że temat jest całkiem ciekawy, a jako beneficjent RnS mogę się podzielić swoimi odczuciami z pierwszej ręki.
Źródło obrazka
Zacznijmy jednak od tego, że dopłaty pierwszym kredytobiorcom skończą się już w tym roku, ale w latach 2007 i 2008 beneficjentów było niewiele ponad 10 000, wtedy królował frank szwajcarski i nikt nie myślał o zadłużaniu się w PLN ;-). Dopiero w 2009 roku RnS mocno zyskało na popularności, w kolejnych latach do 2012 roku z programu skorzystało ponad 180 000 osób, co jest już całkiem pokaźną liczbą. Ci, którzy zadłużyli się w 2009 roku, dopłaty stracą za 2 lata, w 2017. W moim przypadku pozostało jeszcze nieco ponad 3 lata dopłat.

Pan Mikołaj Fidziński, martwi się przede wszystkim tym, że kredytobiorcy mogą mieć problemy za kilka lat, jak będący dzisiaj na rekordowo niskich poziomach WIBOR wzrośnie, a wraz z nim raty kredytów. Wyliczenia i stress testy możecie sobie przeprowadzić sami przy pomocy mojego już bardzo starego arkusza, który opublikowałem na blogu kilka lat temu. Ja natomiast zajmę się jednym, wydaje mi się dosyć reprezentatywnym przypadkiem.

Załóżmy, że mamy kredyt na 250 000 PLN, na 30 lat wzięty na 100% wartości nieruchomości przy marży 2.5%. Tajemnicą poliszynela jest, że w ramach RnS, marża była nieco wyższa niż w przypadku kredytów bez dopłat w tym samym banku, więc wartość 2,5% nie jest może reprezentatywna, ale na pewno nie nazwałbym jej zawyżoną. Co więcej, jeśli korzystamy z dopłat, to przez te 8 lat bank za żadne skarby nie zgodzi się na obniżenie marży, bo wie, że nie uciekniemy do konkurencji, bo to się zwyczajnie nie opłaca.

Przy takich parametrach kredytu i przy stopie WIBOR3M na poziomie 1,65% (taką wartość mamy dzisiaj), rata kredytu z dopłatą za mieszkanie o powierzchni 60 m2 to około 900 PLN. Bez dopłaty byłoby to nieco ponad 1200 PLN. Z jednej strony niby różnica nie jest duża, 300 PLN, ale z drugiej to rata wyższa aż o 33%. To tak jakby nagle kurs franka skoczył z 3 PLN na 4 PLN (a chyba tak się stało i z tego powodu jest płacz ;-)). Nie trudno sobie też wyobrazić, że za 3 czy 4 lata NBP podniesie stopy procentowe, a wraz z nimi wzrośnie WIBOR. Jeszcze w 2011 roku wynosił on nawet blisko 5%, więc powiedzmy, że wzrośnie do 4,5%, akurat jak skończą się nam dopłaty. Przy takiej wartości rata z dopłatą zamiast 900 PLN, wynosi już 1100 PLN, ale bez dopłat rośnie już do kwoty 1660 PLN.

Sami chyba przyznacie, że 900 PLN, a 1660 PLN to różnica, która może zachwiać nie jednym budżetem domowym. Banki teoretycznie badały zdolność kredytową swoich klientów bez uwzględnienia dopłat, ale sytuacja kredytobiorcy przez 8 lat może się diametralnie zmienić, zarówno na lepsze jak i na gorsze.

Tutaj dochodzimy jednak do kluczowej kwestii, która odróżnia kredytobiorców RnS od Frankowiczów, mianowicie my możemy nasze zadłużenie zrefinansować, bo w przeciwieństwie do Frankowiczów, nasze zadłużenie maleje (stopy procentowe mają wpływ tylko na ratę, a nie na wielkość zadłużenia). Co więcej, nawet jak w dniu zawarcia umowy kredytowej zadłużaliście się na 100% wartości nieruchomości, to po 8 latach LTV jest już znacznie korzystniejsze, bo przecież część kapitału spłaciliście, a wykończone mieszkanie jest więcej warte niż to w stanie deweloperskim. Moim zdaniem wręcz koniecznością jest, aby po zakończeniu dopłat, renegocjować z bankiem wysokość marży, albo udać się do konkurencji, która może nam zaoferować lepsze warunki.

Tylko spadek marży o 1 punkt procentowy, z 2,5% do 1,5% sprawia, że rata bez dopłat przy wartości WIBORu rzędu 4,5% spada do 1500 PLN (z 1660 PLN). Co ciekawe, jeśli niskie stopy procentowe byłyby utrzymane dłużej, to zakładając wynegocjowanie niższej marży i WIBOR 1.65%, rata wzrosłaby zaledwie do około 1070 PLN (z 900 PLN), co nie brzmi już tak strasznie. Do dyspozycji mamy jeszcze jedno rozwiązanie, a mianowicie wydłużenie okresu kredytowania, osobiście tego rozwiązania nie zalecam, ale w trudnej sytuacji po zakończeniu dopłat, może być swego rodzaju kołem ratunkowym, ratującym nasz domowy budżet.

Reasumując, w najgorszym scenariuszu może się zdarzyć, że beneficjenci programu RnS będą w trudnej sytuacji po zakończeniu dopłat, nawet pomimo tego, że kilka lat temu przy zaciąganiu kredytu mogli być tego świadomi. 8 lat dopłat z pewnością usypia czujność i rozleniwia, dlatego warto w ramach możliwości zastosować się zaleceń, które pojawiły się w przytaczanym wcześniej artykule. Mianowicie, wraz z każdą ratą spróbujcie odkładać na konto oszczędnościowe kwotę zbliżoną do dopłaty jaką wypłaca wam BGK, czyli zazwyczaj 400-500 PLN. Pozwoli to nie tylko oswoić się z myślą o wyższej racie po zakończeniu dopłat, ale też stworzy poduszkę finansową, która nas wspomoże w przyszłości w razie problemów z rodzinnym budżetem. Warto o tym pamiętać zanim będzie za późno, bo jak widać na przykładzie Frankowiczów, na miłosierdzie banków nie ma co liczyć ;-).

Nawet jeśli większa rata nie stanowi dla waszego budżetu dużego wyzwania, to i tak warto teraz odkładać te kilkaset PLN i w przyszłości wykorzystać je aby nadpłacić kredyt i szybciej pozbyć się zadłużenia, zmniejszając jednocześnie ryzyko wyższych stóp procentowych i związanych z tym rosnących kosztów obsługi zadłużenia. Domyślam się, że ciężko będzie się do tego przekonać, gdy praktycznie od 3 lat raty naszych kredytów sukcesywnie maleją, ale wierzcie mi, że to nie będzie trwało wiecznie. Dobrze jest być na taką ewentualność przygotowanym.

IKE i IKZE, czyli sposób na godziwą emeryturę

Najwyższy czas aby wrócić z blogiem do korzeni, czyli do omawiania kwestii regularnego oszczędzania. O tym, że polisy ubezpieczeniowe niezbyt dobrze się w tej kwestii sprawdzają już chyba wszyscy wiedzą, a mój blog będzie pewnie tego pięknym przykładem przez wiele kolejnych lat, pomimo, że ostatnio wiedzie mi się nie tak znowu całkiem źle ;-). Trzeba jednak mieć świadomość, że rynek oferuje nam znacznie lepsze produkty stworzone z myślą o oszczędzaniu w kontekście długoterminowym i najwyższa pora aby temat ten rozłożyć na łopatki, a później na Waszych oczach wdrożyć go w życie na blogu. Zacznijmy jednak od podstaw.

Źródło obrazka

Ten wpis to początek całej serii, w której poruszę następujące tematy:
1. IKE i IKZE, czyli sposób na godziwą emeryturę
2. IKE czy IKZE? Co wybrać?
3. IKE/IKZE bankowe - ranking ofert
4. IKE/IKZE funduszowe - ranking ofert
5. IKE/IKZE maklerskie - ranking ofert
6. IKE/IKZE - podsumowanie i portfel blogowy


Czym jest IKE i IKZE?


IKE (Indywidualne Konto Emerytalne) i IKZE (Indywidualne Konto Zabezpieczenia Emerytalnego) to produkty stworzone przez rząd, pozwalające na samodzielne odkładanie pieniędzy z myślą o emeryturze. Jest to tzw. trzeci filar reformy ubezpieczeń wprowadzonej w życie ponad 10 lat temu, który ma nas zachęcić do odkładania na emeryturę w zamian za ulgi podatkowe. Moim prywatnym zdaniem, to prawdopodobnie jedyna pewna część emerytury, bo na ZUS osobiście nie liczę.

Rachunki typu IKE były jednym z filarów reformy od samego początku i miały zachęcać do oszczędzania poprzez możliwość ominięcia wprowadzonego 2 lata wcześniej podatku od odsetek kapitałowych (tzw. podatek Belki, nazwa pochodząca od ówczesnego ministra finansów, a obecnego prezesa NBP). Początkowo jednak limit wpłat był bardzo mały i wynosił półtorakrotność przeciętnego wynagrodzenia w gospodarce, czyli do 2008 roku nie przekraczał 4000 PLN. Dopiero w 2009 roku podniesiono ten limit do trzykrotności przeciętnego wynagrodzenia, co dawało kwotę blisko 10 000 PLN. W tym roku limit wpłat do IKE wynosi 11 877 PLN. Środki wpłacone na IKE możemy wybrać w każdej chwili, ale dopiero po ukończeniu 60 lat lub 55 lat i nabyciu uprawnień emerytalnych, możemy to zrobić nie płacąc podatku od zysków w wysokości 19%. Dodatkowy warunek to wpłaty dokonane przynajmniej w 5 latach lub dokonanie ponad połowy wpłat nie później niż na 5 lat przed wypłatą świadczenia.

IKZE to znacznie nowszy twór, który powstał w 2012 roku, po tym jak zauważono, że Polacy nie za bardzo są skorzy do odkładania w ramach IKE. Początkowo nawet pies z kulawą nogą nie spojrzał w kierunku IKZE, bo rozwiązanie nie było w żadnym wypadku atrakcyjne, ale po ostatnich zmianach, zaczyna być bardzo interesujące.

W IKZE możemy włożyć co roku kwotę w wysokości 1,2 przeciętnego prognozowanego wynagrodzenia w gospodarce, co w tym roku oznacza kwotę 4750,80 PLN. Główną zaletą tej formy oszczędzania jest fakt, że całą wpłaconą kwotę możemy odliczyć sobie od podatku dochodowego, czyli de facto z wpłaconej kwoty odzyskamy 18% w postaci zwrotu z podatku rozliczanego w ramach rocznych deklaracji PIT. Jak łatwo policzyć, może to być 855 PLN jeśli jesteśmy w pierwszej skali podatkowej (18%) albo nawet 1520 PLN jeśli w drugiej (32%). Jest jednak pewien haczyk, jeśli zechcemy wypłacić pieniądze przed ukończeniem 65 lat, to kwota zostanie doliczona do naszego dochodu i zapłacimy od niej podatek według aktualnej skali podatkowej. W skrajnym przypadku na dzień dzisiejszy może to być nawet 32%. Jeśli doczekamy do 65 lat to wypłata objęta będzie zryczałtowanym podatkiem w wysokości 10%, co biorąc pod uwagę wcześniejszą ulgę podatkową, będzie i tak dla nas korzystne. Dokładne obliczenia zostaną przedstawione w kolejnym wpisie. Podobnie jak w IKE, aby być uprawnionym do wypłaty z ulgą podatkową, trzeba wpłacać pieniądze przynajmniej w 5 latach trwania umowy.

Rodzaje kont IKE/IKZE


Wśród kont IKE/IKZE możemy wyróżnić ich 3 główne rodzaje. Najbezpieczniejszy jest rachunek prowadzony w banku, taka instytucja finansowa gwarantuje nam oprocentowanie naszych środków na poziomie przeciętnych lokat i zapewnia nam stały zysk. Dodatkowo nasze depozyty są zabezpieczone przez gwarancję BFG do wysokości 100 000 euro. Minus tego rozwiązania to niskie oprocentowanie, które raczej nie przekracza 3% w skali roku. Dokładne porównanie dostępnych na rynku ofert opublikuje w 3. artykule z tego cyklu.

Drugi rodzaj rachunku to rachunek powiązany z funduszami inwestycyjnymi. Do tej kategorii można chyba też zaliczyć rachunek obligacyjny prowadzony przez PKO BP (możliwość kupowania obligacji rządowych) oraz rachunki typu UFK prowadzone przez towarzystwa ubezpieczeniowe. Tutaj nasza stopa zwrotu z inwestycji może być odpowiednio większa, ale również narażamy się na straty. Fundusze pozwalają jednak inwestować na różnych rynkach, w tym także na rynkach zagranicznych, co może być dosyć ważnym argumentem. Ofertom takowych rachunków IKE/IKZE przyjrzymy się dokładniej w 4. wpisie z tej serii.

Wreszcie ostatni typ rachunku to konto maklerskie, które pozwala nam inwestować nasze środki na GPW. Poza akcjami i obligacjami, konto maklerskie pozwala również na zakup jednostek funduszy ETF, w tej chwili na GPW notowane są 3 rodzaje takich funduszy odwzorowujące ruchy indeksów WIG20, DAX oraz S&P500. Potencjał wzrostowy tego typu rachunków jest największy, ale tak samo największe jest ryzyko straty, dlatego nie jest to z pewnością rozwiązanie dla każdego.

Trzeba pamiętać również, że każdy z nas może mieć tylko jeden rachunek IKE i jeden IKZE, dlatego jeśli zdecydujemy się na konta maklerskie, to nie możemy otworzyć równocześnie rachunku bankowego czy funduszy inwestycyjnych. Jedyne pole manewru to np. otwarcie IKE maklerskiego i IKZE innego rodzaju lub odwrotnie. Wszystko zależy od osobistych preferencji.

Czy IKE/IKZE faktycznie pozwoli uzbierać na emeryturę?


Zasadnicze pytanie jak należy sobie zadać, to czy limit składek jaki mamy w ramach IKE i IKZE pozwala uzbierać kapitał, który jest w stanie zapewnić nam godziwą emeryturę, czy chociaż dodatek do niej. Z jednej strony biorąc pod uwagę medianę zarobków w Polsce, limit roczny obu tych rachunków jest bardzo duży, bo wynosi ponad 16 600 PLN, ale to wcale nie musi oznaczać, że da się w ten sposób uzbierać jakąś znaczną kwotę.

Przeanalizowałem coroczny wzrost składek na IKE i IKZE dotychczas i wyszło mi, że średnio wzrastają one o 4,95% co roku. Przy tym założeniu w tabelce poniżej zsumowałem limity na kolejne 30 lat. Wynik jest całkiem obiecujący.


Nawet jeśli założymy, że nic nie zarobimy na rachunkach IKE/IKZE, to i tak przez 30 lat, wpłacając co roku cały limit, uzbieramy nawet ponad 1 mln PLN. Trzeba jednak mieć na uwadze, że inflacja skutecznie sprawi, że ten milion nie będzie miał wiele wspólnego z dzisiejszym milionem. Przy założeniu średniorocznej inflacji na poziomie 1,5%, uzbierana kwota jest odpowiednikiem dzisiejszych około 750 000 PLN, co chyba nadal jest całkiem niezłą sumką.

Trzeba też pamiętać, że nawet biorąc pod uwagę niewielki procent zapewniany przez bank, ostatecznie uzbierana kwota może być wyraźnie wyższa, ale takie obliczenia zostawiam już sobie na kolejny wpis. To co warto wyciągnąć z dzisiejszego tekstu to fakt, że owszem, IKE/IKZE pozwala uzbierać na godziwą emeryturę, a dzięki swojej tarczy podatkowej, pozwoli nam sporo zaoszczędzić.

Na koniec 2014 roku liczba otwartych rachunków IKE i IKZE przekraczała nieco wartość 1,2 mln, ale ilość zgromadzonych na nich środków to zaledwie nieco ponad 5 mld PLN, czyli średnio nieco ponad 4100 PLN. Dla porównania kwota depozytów zdeponowanych na rachunkach bankowych przez gospodarstwa domowe to 591 mld PLN na koniec 2014 roku. Z pewnością część z tych środków mogłaby zostać odłożona na starość na znacznie korzystniejszych warunkach w ramach IKE/IKZE  i dobrze by było aby świadomość o takich możliwościach inwestowania była jednak nieco większa w naszym społeczeństwie.

Konto Wymarzone z bonusem + konkurs

Finansowa blogosfera została zalana dzisiaj artykułami na temat Konta Wymarzonego w Raiffeisen Polbanku i co by nie mówić, to największy sukces w tej całej akcji odniesie Comperia, która robi sobie świetną reklamę i myśli mocno do przodu jak tu lepiej wykorzystać swój potencjał bez udziału pośredników ;-). Dlatego między innymi promocja wystartowała 11 marca, wtedy też pojawiły się spoty w telewizji, ale blogosfera dostała zielone światło dopiero 16 marca. Nieładnie, oj nieładnie.

Warto też wspomnieć, że każdy uczestnik poprzedniej promocji z Meritum Bankiem, otrzymał jakiś czas temu od Comperii zaproszenie do "ekskluzywnego" klubu, w ramach którego może teraz nie tylko założyć sobie konto w Raiffeisen Polbank, ale też polecać to konto swoim znajomym i zgarnąć punkty bonusowe wymieniane na prawdziwe złotówki. Standardowa nagroda za zrealizowane polecenie to 50 pkt, czyli 50 PLN. Trochę mniej niż Comperia płaci blogerom od każdego konta, ale jak się weźmiecie za to polecanie na dobre, to można kwotę bonusu powiększyć nawet o 25%, czyli do 62,5 pkt. Nie jest zatem chyba tak źle.

W gruncie rzeczy nie powinienem o tym pisać, bo kto wtedy będzie polecał założenie konta z mojego linku afiliacyjnego, jak może zarobić sam, ale tak już mam, że akurat kasa nie jest w tym wszystkim najważniejsza, a ja nie jestem chciwy. Jeśli pojawią pytania o program Comperia Bonus Club w komentarzach, to stworzę osobny wpis z instrukcją obsługi, bo akurat moja małżonka dostała kartę członkowską i mogłem sobie w tym panelu trochę pomyszkować ;-). Żeby zachęcić Was jednak do skorzystania z mojego linku, przygotowałem konkurs, ale o tym przeczytacie na samym końcu tego wpisu.


Wróćmy jednak do meritum, a właściwie do Raiffeisena (suchar codzienny ;-)), który najpierw promował swoje Konto Wymarzone, przez dedykowaną stronę, a teraz przystępuje do drugiej części ofensywy. W pierwszej turze warto było założyć konto z racji zachęty w postaci lokaty na 6% na 3 miesiące z limitem 20 000 PLN, która dawała nawet 243 PLN zysku netto, znacznie więcej niż obecny bonus. Jeśli zatem wypełnialiście ankietę w lutym, macie nadwyżkę gotówki i możecie jeszcze założyć konto z tamtej akcji to warto to zrobić.

W promocji Comperia Bonus 3 można zarobić w sumie 55 PLN za założenie konta, 10 PLN za założenie lokaty mobilnej przy pomocy aplikacji na smartfona/tablet oraz odsetki z lokaty na 4% na 3 miesiące na maksymalną kwotę 10 000 PLN, czyli 81 PLN, w sumie 146 PLN. Jeśli już teraz kogokolwiek do tego zachęciłem to może kliknąć w poniższy link i wypełnić formularz, a później wniosek o założenie konta.


Mam nadzieję, że nie klikaliście, bo kto by tam chciał zakładać konto, o którym nic nie wie. Konto Wymarzone, ma sporo zalet i jedną wadę, którą jest karta płatnicza Mastercard Debit, za którą co miesiąc musimy zapłacić 3 PLN, ale nie musimy jej brać aby skorzystać z promocji Comperia Bonus 3 i odebrać bonus.

Zalety Konta Wymarzonego w Raiffeisen Polbank:
- 0 PLN za prowadzenie konta (podobno na zawsze)
- 0 PLN za wpłaty i jedną wypłatę w oddziale
- 0 PLN za wszystkie bankomaty w Polsce (ale trzeba mieć kartę, za 3 PLN ;-))
- Oprocentowanie rachunku od 0,5% do 2%

W skrócie, konto jest darmowe i takie pozostanie, tak przynajmniej obiecuje bank. Na pewno warto docenić fakt, że ROR jest oprocentowany, na dzień dzisiejszy wygląda to tak:

- 0 do 3000 PLN - 0,5% (0,25 x stopa referencyjna NBP)
- 3000,01 PLN do 10000 PLN - 1,5% (0,75 x stopa referencyjna NBP)
- 10000,01 PLN lub więcej - 2% (1 x stopa referencyjna NBP)

Od 1 kwietnia, z racji, że RPP obniżyło w marcu stopę referencyjną do 1,5%, oprocentowanie spadnie odpowiednio do 0,375%, 1,125% oraz 1,5% i będzie aktualizowane zawsze na początku miesiąca następującego po miesiącu, w którym RPP zmieni stopę referencyjną.

Na podobnej zasadzie wyliczane jest oprocentowanie Konta Lokacyjnego (oszczędnościowego), które standardowo płaci:

- 0 do 3000 PLN - 1% (0,5 x stopa referencyjna NBP)
- 3000,01 PLN do 10000 PLN - 1,9% (0,95 x stopa referencyjna NBP)
- 10000,01 PLN lub więcej - 2,4% (1.2 x stopa referencyjna NBP)

I tak samo od 1 kwietnia oprocentowanie spadnie odpowiednio do 0,75%, 1,425% oraz 1,8% co w żadnym wypadku nie jest wartością zadowalającą dla konta oszczędnościowego, bo przynajmniej kilka innych banków płaci znacznie lepsze odsetki.

Jak skorzystać z promocji i zgarnąć bonus?


1. Wypełniamy formularz na stronie Comperia Bonus wpisując imię, nazwisko, telefon, adres email i wyrażając zgody marketingowe.
2. Po chwili na pocztę przychodzi email z linkiem do panelu i hasłem, klikamy, logujemy się i możemy przystąpić do złożenia właściwego wniosku o otwarcie konta.
3. Konto można otworzyć na dwa sposoby, szybszy to wykonanie przelewu w kwocie 1 PLN z innego banku, w którym posiadamy konto, czyli podobna procedura jak przy okazji poprzedniej promocji. Jeśli chcecie dostać do ręki papier, to możecie wybrać podpisanie umowy przez kuriera, który przywiezie Wam do domu wszystkie dokumenty do podpisania.
4. Po wypełnieniu wszystkich danych w formularzu i potwierdzeniu złożenia wniosku warto zapisać sobie jego numer, w razie problemów z wypłatą premii będzie to ważna informacja potwierdzająca, że faktycznie konto w promocji założyliście.
5. W zależności czy wybraliście kuriera czy przelew, w ostatnim kroku pojawi się potwierdzenie lub formatka wykonania szybkiego przelewu z innego banku, który pozwoli otworzyć rachunek w ciągu kilku godzin.

Promocja trwa od 11 marca do 15 kwietnia lub do wyczerpania puli bonusów. O tym, że jest to możliwe przekonaliśmy się w przypadku promocji Meritum Banku, gdzie akcja zakończyła się kilka dni wcześniej niż przewidywał to regulamin.

Konto musimy aktywować do 30 kwietnia 2015 roku, Comperia poinformuje o przyznaniu premii najpóźniej 12 maja 2015 roku, od tej daty będziemy mieli 5 dni roboczych, aby ponownie zalogować się do panelu i uzupełnić nr konta, na który ma trafić premia. Musi to być oczywiście Konto Wymarzone w Raiffeisen Polbank.

Dodatkowo, do 30 kwietnia można założyć lokatę mobilną, 4% na 3 miesiące w kwocie od 1000 od 10000 PLN. Jeśli to zrobicie, to Comperia wypłaci dodatkowe 10 PLN bonusu (oprócz odsetek, które wypłaca bank :-)).

Dla wzrokowców polecam filmik instruktażowy, krok po kroku na YouTube.

Premia zostanie wypłacona najpóźniej 29 maja 2015 roku.



Kilka ważnych informacji:

1. W Raiffeisen Polbanku można mieć konto wspólne, ale przy okazji tej promocji zakładamy tylko konto na jedną osobę. Jeśli chcecie mieć konto wspólne, to najlepiej założyć dwa osobne rachunki, a po otrzymaniu dwóch bonusów, odwiedzić placówkę, aby połączyć oba rachunki w jeden (zachowując tylko jeden nr konta).
2. Jeśli zakładacie konta również swoim znajomym/rodzinie, to najlepiej zrobić to na innym komputerze (z innym adresem IP) i na przeglądarce z wyczyszczonymi "ciasteczkami" lub w trybie incognito, w przeciwnym wypadku system Comperii może pokazywać, że nie skorzystaliście z linku afiliacyjnego.
3. Aby skorzystać z promocji nie można posiadać rachunku osobistego w Raiffeisen Polbank w dniu 1 stycznia 2015 roku, jeśli taki rachunek posiadacie/posiadaliście po tej dacie, to niestety nie otrzymacie bonusu za założenie konta w tej promocji.
4. W sieci pojawiły się komentarze, że można założyć konto z promocji Comperia Bonus 3 i również założyć lokatę na 6%, pod warunkiem, że wcześniej wypełnialiście ankietę, o której była mowa. Trzeba założyć konto do 25 marca i skontaktować się z infolinią, zaznaczając chęć założenia lokaty.

Konkurs!


Comperia organizuje przy okazji konkurs, w którym należy stworzyć hasło reklamowe, a w zamian można wygrać jednego z pięciu iPadów mini lub pięciu zegarków LG Watch R. Ja takiego rozmachu nie mam, ale jak niektórzy koledzy w blogosferze, też chciałbym czymś się odwdzięczyć, za skorzystanie z mojego linku afiliacyjnego.

Chwilę myślałem nad nagrodami i doszedłem do wniosku, że każdy pewnie wolałby sobie takową wybrać sam. Łącząc to z moim zamiłowaniem do książek, postanowiłem ufundować trzy kupony o wartości 50 PLN każdy, które można wykorzystać na zakup ebooków w księgarni Woblink.

Losowania nie będzie, bo wiąże się z tym zbyt dużo formalności, będzie za to pytanie otwarte o Waszą ulubioną książkę. Wystarczy podać tytuł i autora. Nagrody otrzymają te osoby, których propozycje przypadną mi najbardziej do gustu :-). Aby maksymalnie ułatwić całą procedurę stworzyłem stosowny formularz, który znajdziecie pod tym adresem - http://goo.gl/forms/rwbR5sEr1k

Biorąc pod uwagę, że z ostatniej promocji skorzystało 10 osób, to macie duże szanse na wygraną ;-).

Na koniec jeszcze kilka przydatnych linków do regulaminów:
Regulamin promocji Comperia Bonus 3
Regulamin produktów Raiffeisen Bank
Tabela oprocentowania kont i opłat
Najczęściej zadawane pytania związane z promocją Comperia Bonus 3
Regulamin konkursu książkowego

I to chyba wszystko jeśli chodzi o ten już i tak przydługi wpis. Na wszelkie pytania jak zwykle odpowiem w komentarzach.

Inflacja, deflacja i stopa procentowa

Zeszły tydzień zdominowała w Polsce informacja o kolejnej obniżce stóp procentowych, co można potraktować jako wydarzenie bez precedensu. Stopa referencyjna wynosi obecnie 1,5% i jest to wyraźnie mniej niż w np. innych bardziej rozwiniętych gospodarkach (np. w Australii czy Nowej Zelandii). Trudno jednak napisać, że było to zaskoczeniem, bo w Europie, która kiepsko sobie radzji na tle chociażby Stanów Zjednoczonych, stopy procentowe oscylują w granicach 0%. Wszystko po to aby pobudzić gospodarkę, a aby to osiągnąć większość banków centralnych walczy o wyższą inflację, panicznie bojąc się deflacji, a właśnie z deflacją mamy do czynienia w obecnie w Polsce.
TL;DR: Umiarkowana inflacja jest nieodzownym elementem wzrostu PKB
Swoją drogą inflacja (deflacja to ujemna inflacja) to bardzo ciekawy i złożony temat, który od lat jest obiektem debat ekonomistów i co chyba jeszcze ważniejsze, do tej pory nie udało się tak naprawdę ustalić czy inflacja jest korzystna czy nie. Z punktu widzenia konsumenta najlepsza jest deflacja, bo kto z nas by nie chciał, aby ceny spadały i aby co tydzień płacić np. mniej za paliwo czy za produkty spożywcze. Problem tylko w tym, jak wydajemy mniej, to mniej zarabiają przedsiębiorcy i wytwórcy, a jak oni zarabiają mniej, to odbija się to na pensjach ich pracowników, a to sprawia, że konsumenci mają mniej pieniędzy do wydania i kółko się zamyka. Jest to tzw. spirala deflacyjna, która szczególnie dała się we znaki w czasie kryzysu w latach 30-tych w Stanach Zjednoczonych, i której za wszelką cenę chcą obecnie uniknąć inne kraje "drukując" masowo gotówkę i obniżając stopy procentowe.

Deflacja jest zatem często zgubna dla biznesu, ale też dla rządów, bo oznacza mniejsze wydatki konsumentów = mniejsze wpływy z podatku VAT (a to największa część dochodów budżetu). Inflacja jest z punktu widzenia rządu jest korzystniejsza, bo tak naprawdę zwiększa obciążania podatkowe obywateli, jeśli wszystko drożeje to płacimy wyższy VAT i nawet jeśli w efekcie dostaniemy też podwyżkę pensji, to może to oznaczać, że wpadniemy w wyższy próg podatkowy i zapłacimy wyższy podatek dochodowy (poziomy progów podatkowych są stałe, podobnie jak np. ostatnio sławna kwota wolna od podatku). Inflacja nie może być jednak zbyt wysoka, bo to wiąże się z jeszcze większymi problemami, których w Polsce mogliśmy doświadczyć nie tak dawno temu, bo ledwie 25 lat temu.

Wychodzi więc na to, że najlepsza dla gospodarki jest umiarkowana inflacja. Większość banków centralnych celuje w inflację w okolicach 2% (cel NBP to 2.5% z możliwym odchyleniem o 1 pp. w każdą stronę). Jako, że na koniec grudnia mieliśmy deflację na poziomie -1%, to NBP musiało zadziałać radykalnie, bo po pierwsze stopy procentowe wpływają na inflację z kilkumiesięcznym opóźnieniem, a po drugie według najnowszych prognoz, z deflacją będziemy zmagać się przez cały 2015 rok, a poprzedni raport przewidywał wzrost inflacji nawet do 1.7%. Obniżenie stóp procentowych to konwencjonalna walka z deflacją, ale w rozwiniętych gospodarkach to już nie wystarcza, stąd inne banki centralne "drukują pieniądze".

To całe "drukowanie" to też ciekawy temat, bo wcale nie chodzi o to, że banki centralne rozdają gotówkę. Programy "luzowania ilościowego", które niedawno zakończył amerykański Fed, w poniedziałek rozpocznie Europejski Bank Centralny, a od jakiegoś czasu prowadzą np. Bank Japonii czy Bank Anglii, mają na celu skup obligacji emitowanych głównie przez państwa. Jeśli zainteresowanie obligacjami jest duże, to automatycznie spada ich rentowność i państwo może pożyczyć pieniądze taniej. Jeśli spada rentowność, to część inwestorów może stwierdzić, że nie opłaca się kupować obligacji, które dadzą zwrot 0,5%, a lepiej te pieniądze zainwestować albo w rozwój swojego biznesu albo w bardziej ryzykowne aktywa. Tak w teorii powinien być nakręcany wzrost gospodarczy.

Rentowność polskich 10-letnich obligacji skarbowych
W praktyce nie jest to jednak takie proste, bo uwzględnić trzeba nieskończoną liczbę czynników i tak naprawdę nikt nie daje gwarancji, że wszystkie programy luzowania ilościowego są w stanie zapewnić zrównoważony wzrost gospodarczy przez dłuższy czas. Część ekonomistów uważa, że to odsuwa tylko krach w czasie i dodatkowo go potęguje, tworząc tzw. bańkę. Czy faktycznie okaże się to prawdą, przekonamy się za kilka lat, póki co, w USA strategia luzowania ilościowego się sprawdziła i potwierdza to nie tylko hossa, ale też wzrost PKB, spadek bezrobocia i mozolny wzrost wynagrodzeń. Europa liczy na to samo, stąd ostatnie wzrosty chociażby na europejskich parkietach.

Wróćmy jednak do Polski i do kluczowego pytania w kontekście tego wpisu, czyli czy umiarkowana inflacja jest korzystna dla gospodarki? Zebrałem trochę danych z ostatnich 15 lat i sporządziłem kilka wykresów, które może nie udzielą wam jednoznacznej odpowiedzi, ale zwracają uwagę na pewne prawidłowości. Zacznijmy od kwestii, która nasuwa się sama, jak inflacja ma się do wzrostu PKB?



Zmiany inflacji uwzględnione są miesięcznie (wzrost cen w porównaniu do analogicznego miesiąca roku poprzedniego), a zmiany PKB kwartalnie stąd zielony wykres jest nieco bardziej wypłaszczony. To co jednak rzuca się w oczy, to fakt, że zachowanie PKB wpływa mocno na inflację, czyli gdy zaczyna spadać PKB, automatycznie spada inflacja, a gdy PKB rośnie, presja inflacyjne pojawia się już po kilku miesiącach. Jest to dosyć logiczne, bo wzrost PKB oznacza zazwyczaj wzrost płac, a to oznacza większe wydatki konsumentów. Ta prawidłowość nie ujawnia się jednak póki co najnowszym okresie, gdzie w 2013 roku PKB wyraźnie się odbiło, a inflacja nadal mocno spada i przeradza się w deflację. Z jednej strony odpowiadać może za to spadająca cena ropy naftowej, ale nie jest to jedyny czynnik. Jeśli jednak wzrost PKB się utrzyma to i inflacja powinna za nim podążyć, tak jak w poprzednich cyklach, być może trzeba do tego tylko większej zachęty, stąd kolejna obniżka stóp.


Pisałem już wcześniej, że wpływ stopy procentowej na inflację jest opóźniony, RPP obniża stopę w reakcji na spadek inflacji i podnosi, gdy inflacja zaczyna za mocno rosnąć. Wykres pokazuje też, że ta zeszłotygodniowa obniżka referencyjnej stopy jest nieco spóźniona i mogłaby mieć miejsce kilka miesięcy wcześniej, a już na pewno nie jest zaskoczeniem. Pozostaje zatem odpowiedź na pytanie, dlaczego spadające stopy procentowe powodują wzrost inflacji?


Logicznym wytłumaczeniem jest fakt, że jeśli oprocentowanie na lokatach spada, to zamiast trzymać pieniądze w bankach na niskooprocentowanych depozytach, wolimy wydać je albo na konsumpcję, która napędza wzrost PKB, albo zainwestować w bardziej ryzykowne aktywa, która dają wyższą stopę zwrotu czyli akcje albo fundusze akcji. Widać to bardzo dobrze po poziomie depozytów w latach 2002-2007, kiedy to mieliśmy hossę na GPW i praktycznie zatrzymany wzrost depozytów gospodarstw domowych na rachunkach bankowych, co widać też na wykresie poniżej, gdzie zestawiłem indeks WIG z depozytami. Widać, też jak w trakcie bessy w 2008 i 2009 roku oszczędności zaczęły dynamicznie rosnąć i pomimo późniejszego spowolnienia tej tendencji, nadal rosną, a nasza giełda jest poniżej szczytów z 2007 roku.


Na koniec jeszcze jeden wykres, czyli WIG w porównaniu do zmiany PKB, tutaj korelacja jest bardzo dobrze widoczna, giełda wyprzedza PKB i dobrze odwzorowuje jego zmiany w przyszłości.


Jakie zatem mamy wnioski? Inflacja nie przeszkadza w wzroście PKB (czyli wzroście gospodarczym), ale jest z nim wyraźnie powiązana. Na inflację ma wpływ stopa procentowa, mobilizując konsumentów i przedsiębiorców do większych wydatków i inwestycji. Nie bez znaczenia jest fakt, że niższa stopa procentowa to również niższe raty kredytów, czyli np. kredytów mieszkaniowych, których wartość przekracza już 350 mld PLN, a to także pozwala wydawać więcej.

Wiele wskazuje zatem na to, że nadchodzące lata będą dla Polski bardzo dobre, inflacja na niskich poziomach, niskie stopy procentowe (które powinny być utrzymane nawet do końca 2016 roku, jeśli nie będzie żadnych drastycznych wydarzeń na rynkach finansowych) i podobne perspektywy w Europie, której EBC wreszcie zacznie mocniej pomagać to główne czynniki przemawiające za wzrostem PKB w Polsce i być może jakaś szansa na zakończenie marazmu na GPW, do czego sygnał dały ostatnio małe i średnie spółki.

Jak zwykle liczę na wasze komentarze i ewentualne pytania, bo wiele poruszonych we wpisie kwestii jest tylko liźnięta i można by o nich napisać kilkusetstronicową książkę ;-).

Podsumowanie - luty 2015

Czas podsumować sobie najkrótszy miesiąc w tym roku, który wcale nie oznacza, że wydatki były mniejsze ;-). Na konto portfela również wpłynęła kolejna składka w pełnej wysokości, więc w gruncie rzeczy wszystko jest po staremu. Zacznijmy może jednak od ogólników, WIG20 zyskał w lutym kolosalne 2,48%, a zmienność na rynku zamyka się w 65 pkt, zabawne, że akurat w tym czasie odbywał się konkurs Futures Masters, który miał spopularyzować inwestowanie na kontraktach terminowych między innymi na WIG20 ;-). Nieco lepiej wygląda mWIG40, który zyskał 3,6% i kontynuuje bardzo ładny trend wzrostowy rozpoczęty w połowie stycznia, podobnie jak sWIG80, który tylko w lutym zyskał świetne 7,56%. Jednym słowem powoli zaczyna się coś dziać na małych i średnich spółkach i można patrzeć z optymizmem w stronę GPW.

Portfel blogowy też zachowywał się bardzo dobrze, bo jak sami widzicie, spory udział w nim mają fundusze akcji, UNK6 (małe i średnie spółki na GPW) i JPM1 (akcje z giełd europejskich) zyskiwały w lutym (UNK6 - 4,14%, JPM1 - 3,29%) i powiększyłem ich udział w portfelu kosztem UNK8, czyli funduszu obligacji europejskich. W tej chwili stosunek funduszy akcji do obligacji wynosi w portfelu 57% do 43% i oczekuje, że w marcu ta różnica jeszcze się powiększy na korzyść tych pierwszych.


Wzrosty te zaowocowały tym, że praktycznie udało mi się zarobić na kolejną opłatę miesięczną (niecałe 49 PLN) i wyszedłem w lutym na zero, biorąc pod uwagę wpłatę kolejnej składki. Nota bene, w kwietniu będzie miała miejsce indeksacja i składka wzrośnie o 5% z 319,07 PLN do 335,02 PLN. O ile sama idea indeksacji jest bardzo dobra, o tyle nie wiem czy zwiększanie składki w Skandii w czasie gdy chciałbym równocześnie prowadzić portfel IKZE/IKE ma większy sens i nie lepiej te środki wykorzystać tam. Inna sprawa, że te 16 PLN to nie majątek, a mimo wszystko na pewno wymusi na mnie w ciągu roku odłożenie dodatkowych blisko 200 PLN, więc pewnie na propozycję indeksacji przystanę.

Jeśli zaś chodzi o samego bloga, to nie udało mi się napisać tylu wpisów ile chciałem, ale i tak luty był wyraźnie lepszy niż styczeń i gdyby nie fakt, że ma tylko 28, a nie 30 dni, to z powodzeniem przekroczyłbym 6000 unikalnych użytkowników w miesiącu. Ten cel pozostaje jednak na kolejny miesiąc ;-). Cieszę się również, że ankieta pomimo niewielkiego zainteresowania wykazała, że nowy wygląd bloga wam odpowiada.

Z rzeczy bieżących, warto chyba wspomnieć, że można już zakładać "wymarzone konto" z kampanii, która rozpoczęła się w połowie lutego, a o której wspominałem w tym wpisie, ale czy warto to już osobna kwestia. Bank, który stał z tą akcją to RaiffeisenPolbank, który obecnie szuka nowego właściciela  i pewnie chce sobie podreperować wyniki aby drożej się sprzedać. Rzeczone wymarzone konto ma kilka zalet, jest darmowe, ma oprocentowany ROR (od 0,5% do 2,4% w zależności od salda) i darmowe bankomaty, ale za kartę trzeba już zapłacić 3 PLN. Jeśli bardzo zależy wam na lokacie na 3 miesiące na 6% (do 20 000 PLN) to pewnie można się  skusić. Ja jednak nie mam takiego zamiaru.

Aktualizacja: Podobno szykuje się jakaś akcje promocyjna z bonusem za założenie "wymarzonego konta" więc lepiej się jeszcze z tym wstrzymać, bo może oferta będzie znacznie ciekawsza ;-). Bank ma ambitny plan, chce założyć ponad 100 000 nowych rachunków.

Na dzisiaj to wszystko. Życzę wszystkim udanego tygodnia :-).

Niższa marża działa zawsze, stopy procentowe nie

Ostatni raz temat kredytów hipotecznych poruszałem ponad rok temu, przy okazji rozpoczęcia programu Mieszkanie dla Młodych, więc najwyższa pora aby nieco ten temat odświeżyć. Nie ulega wątpliwości, że wszystkim kredytobiorcom, którzy zadłużyli się w PLN od kilkunastu miesięcy sytuacja bardzo sprzyja, stopy procentowe mamy na najniższym poziomie w historii, a wiele wskazuje na to, że nie jest to jeszcze koniec obniżek i w marcu RPP zafunduje nam kolejne cięcie, ku rozpaczy posiadaczy lokat ;-).


To, że średnio co 3 miesiące niemal każdemu z nas rata obniża się o kilka PLN nie powinno jednak uśpić naszej czujności, bo jest to świetny okres również na to, aby powalczyć o niższą marżę odsetkową, czyli procent jaki bank zarabia na naszym kredycie. Daleko nam co prawda do lat przed kryzysem, kiedy to marże potrafiły wynosić nawet poniżej 1%, ale z pewnością nie brakuje takich osób, które zadłużały się przy marży powyżej 2%. Szczególnie jeśli korzystaliście z pomocy w ramach programu Rodzina na swoim, to wasza marża z pewnością mocno przekracza 2%.

Dzisiaj bez większych problemów można w banku wynegocjować marżę na poziomie 1,6% albo i niżej, a nasza pozycja negocjacyjna nie jest wcale gorsza. Po pierwsze po X latach spłacania kredytu, LtV (stosunek długu do wartości mieszkania) jest znacznie korzystniejszy niż w dniu, w którym braliście kredyt (mowa oczywiście o kredytach złotowych), po drugie macie już bardzo długą historię spłacania rat, która jeśli jest nienaganna również będzie działała na waszą korzyść. Wreszcie po trzecie banki szukają zysku, więc większość z nich z otwartymi ramionami przyjmie nowego klienta, któremu przy okazji będzie można wcisnąć konto czy kartę kredytową.

Zanim jednak udacie się do innego banku po refinansowanie, warto odwiedzić swój własny i złożyć wniosek o obniżenie marży, przykładowy formularz opublikowałem kilka lat temu, a dzisiaj go odświeżyłem - znajdziecie go pod tym linkiem. Będzie to zazwyczaj korzystniejsze, bo idąc do nowego banku musicie przechodzić przez całą procedurę, z badaniem zdolności kredytowej włącznie, a bardzo prawdopodobne jest też, że bank wciśnie wam dodatkowe ubezpieczenie lub pobierze prowizję w wysokości kilku tysięcy PLN.

Niższa marża zostaje z nami na stałe, a stopy procentowe będą się zmieniać i nikt nie wie, czy za 3-4 lata, nie powrócą do poziomów znacznie wyższych. Dlatego też moim zdaniem, przy niskich stopach warto nadwyżkę, która nam zostaje z racji niższej raty, odkładać na osobne konto oszczędnościowe jako swego rodzaju poduszkę. Jeśli nie przyda się w przyszłości, gdy rata wzrośnie, to zawsze pozwoli nadpłacić kredyt, po to aby go szybciej spłacić. Nadpłaty to też jeden z argumentów za tym, aby walczyć o niższą marżę w swoim banku, bo refinansowanie w innym oznacza zazwyczaj od 2 do 5 lat karencji lub wysokiej prowizji przy jakiejkolwiek nadpłacie.

Jeśli szukacie argumentów dla banku, aby udowodnić, że konkurencja faktycznie daje mniej, to bardzo fajne zestawienie znajdziecie tutaj. Warto zwrócić uwagę, że niektóre banki oferują marżę nawet na poziomie 1,1%, ale po wczytaniu okazuje się, że to promocja tylko przez pierwszy rok. W praktyce ciężko jest znaleźć coś poniżej 1,6%, choć nie mówię, że nie jest to niemożliwe. Z pewnością warto próbować.

Pozostaje jeszcze odpowiedzieć na pytanie, jakie korzyści daje nam obniżenie marży w przeliczeniu na złotówki. Jednej odpowiedzi nie ma, bo każdy ma inne zadłużenie, rozłożone na różną długość i przy innej marży, ale przygotowałem arkusz, w którym możecie sami pobawić się i sprawdzić orientacyjnie o ile spadnie rata. Wypełniacie tylko zielone pola, podając kwotę kredytu, liczbę rat, WIBOR i swoją marżę.


Arkusz stworzy orientacyjny harmonogram spłat. Orientacyjny, bo nie bierze on pod uwagę różnicy w liczbie dni w danym miesiącu, ale w dużym przybliżeniu podaje wysokość raty zarówno w kredytach z ratą malejącą jak i równą. Dla przykładu, jeśli wasza marża to 2.5% i uda się wam ją obniżyć o 0.9 p.p. do 1,6%, to przy kredycie na kwotę 250 000 PLN na 25 lat, wysokość raty spadnie o mniej więcej 125 PLN.

Jest chyba o co powalczyć, prawda?