Podsumowanie - czerwiec 2015

Dzisiaj możemy sobie podsumować czerwiec, który już taki łaskawy dla portfela nie był, bo mamy swoisty rollercoaster na akcjach w Chinach, gdzie giełda w ostatnim czasie charakteryzuje się zmiennością jak jakiś rynek trzeciego świata, a i w Polsce nie działo się za dobrze z racji problemów związanych z Grecją. Wszystko to znajduje swoje odbicie w wartości portfela, który kolejny raz praktycznie zatrzymał się w miejscu.

Moje podsumowania mają to do siebie, że zazwyczaj po nich otrzymuje jakieś propozycje pomocy w prowadzeniu portfela od różnej maści zawodowców, ale nie udało mi się jeszcze żadnej takiej oferty sfinalizować, bo chyba nikomu nie jest na rękę, abym publikował tutaj skład portfela, który oferenci sprzedają za xxx PLN. Tym samym pogodziłem się z moją wegetacją, co roku będę sobie wypłacał wolne środki i mama nadzieję, że przed końcem roku uruchomię blogowy portfel IKZE/IKE. Wypadałoby to zrobić i przedstawić porównanie ofert poszczególnych domów maklerskich.

Obecnie portfel wygląda nieco lepiej niż na obrazku poniżej. W kolumnie po prawej macie jego aktualny skład na dzień dzisiejszy, który obejmuje już wpłatę kolejnej składki w wysokości nieco ponad 335 PLN. To niezmiennie największy plus tego programu, czyli systematyczne wpłaty, szkoda tylko, że każdego miesiąca odejmowane jest od nich 50 PLN opłat ;-). Mam nadzieje, że partie rozdające na prawo i lewo pieniądze przed wyborami, nie zapomną o polisolokatach i będzie możliwość uwolnienia się od tego rachunku po akceptowalnych kosztach.


Nie ma jednak co tak na wszystko narzekać, wakacje to rzadko kiedy dobry czas na giełdach więc i po portfelu trudno spodziewać się fajerwerków, skoro nawet fundusz pieniężny (UNK4) nie zarabia tyle aby pokryć "swoją część" opłaty za rachunek ;-).

Najgorsze w tym wszystkim jest to, że przez te już ponad 7 lat udowodniłem tylko, że regularne oszczędzanie to się za bardzo nie opłaca, bo tylko z tych giełd (szulernia!) traci pieniądze i żadnych korzyści na przyszłości nie ma. Mam nadzieje, że to jednak nie odwiedzie nikogo z Was od gromadzenia kapitału na stare lata. Być może wyjątek potwierdza regułę...

Propozycja PO jest za trudna dla frankowiczów

Powinienem napisać podsumowanie portfela za czerwiec, ale może to chwilę poczekać, bo dzieje się wiele znacznie ciekawszych rzeczy. W ostatnim wpisie przewidziałem, że PO i PIS zaczną się licytować na obietnice wyborcze, między innymi dla frankowiczów. Długo nie trzeba było czekać i tak mamy dosyć sensowną propozycję PO, która niestety nie spotkała się ze zrozumieniem większości zainteresowanych, którzy policzyli, że po całej akcji będą płacić w najlepszym wypadku raty niższe o 10 PLN.

Tak przynajmniej wynika z obliczeń niejakiego Mikołaja Fidzińskiego, redaktora naczelnego portalu Comperia.pl, czyli człowieka, który nie powinien tak lekkomyślnie sypać populistycznym hasłami. Bo jak inaczej nazwać wpis na Twitterze o treści: "Frankowiczu! Co zrobisz z 5 zł zaoszczędzonymi dzięki propozycji PO? ;)" podpartego poniższą tabelką.


Nie będę się dzisiaj zajmował propozycją PO, bo jak widać powyżej inni już policzyli, że przeciętny frankowicz będzie miał umorzone 60 000 PLN, a pozostałe 60 000 PLN będzie musiał spłacić w ramach dodatkowego kredytu oprocentowanego na 1.5%. Suma sumarum, w stosunku do kredytu we frankach i obecnym kursie, różnica w wysokości raty jest znikoma, ale w całej tej operacji nie chodzi wcale o to aby ludziom raty obniżyć.

Operacja konwersji kredytów z CHF na PLN ma na celu przede wszystkim zlikwidować ryzyko kursowe, a nie obniżyć ratę, czyli sprawić, aby te zobowiązania, które rosną wraz ze wzrostem kursu franka nie rosły w nieskończoność, ale aby stały się spłacalnym zobowiązaniem w walucie, którą każdy z nas zarabia w tym kraju. Jednym słowem, wasza rata pozostanie na tym poziomie nawet wtedy, gdy kurs franka wzrośnie do 4,5 czy 5 PLN. Taki powinien być zamysł tej ustawy i propozycja partii rządzącej wydaje się pod tym względem całkiem sensowna.

Zrozumiem jak większość osób zaplątanych we franki stwierdzi, że brak mi empatii czy innego współczucia, ale spójrzmy prawdzie w oczy, każde inne rozwiązanie obciążające system bankowy w większym stopniu, odbije się na wszystkich klientach, którzy i tak płacą już coraz wyższe prowizje za prowadzenie konta czy posiadanie karty płatniczej. Nie mówię nawet o tych, którzy w ostatnich kilku tygodniach stracili sporo oszczędności na GPW, gdzie kursy banków dosłownie nurkują (polecam spojrzeć na wykresy Getin Banku lub mBanku).

Jednym słowem, wszystkim krytykom tego pomysłu polecam spojrzeć nieco dalej niż czubek własnego nosa i pomyśleć co by się stało, jak za sprawą Grecji za pół roku frank będzie kosztował 4,5 PLN. Na waszym miejscu zacząłbym dopingować partie rządzącą aby szybciej stosowną ustawę przeforsowała w Sejmie...

Kiełbasa wyborcza dla każdego, czyli festiwal obietnic

2015 rok zapowiada się szczególnie, kilka tygodni temu naród wybrał nowego prezydenta, który naobiecywał gruszek na wierzbie, a już za 3 lub 4 miesiące wybierzemy naszych reprezentantów do parlamentu. Kampania wyborcza zaczęła się wczoraj i tym samym rozpoczynamy festiwal obietnic. Nie będę się tutaj rozwodził nad propozycjami partii opozycyjnej, która obiecuje niższy wiek emerytalny, 500 PLN na każde dziecko, a do tego jeszcze podniesienie kwoty wolnej od podatku. Każdy trzeźwo myślący człowiek powinien sobie zdawać sprawę, że te obietnice nie mają pokrycia, chyba, że nowy rząd zamierza na masową skalę drukować PLNy, wywołać inflację i w efekcie zubożyć społeczeństwo, zamiast mu pomóc.


Dzisiaj zajmę się obietnicami partii rządzącej, które zwróciły moją uwagę w ten weekend, a które mogą się jeszcze zrealizować w tej kadencji, bo przecież po sromotnej porażce w wyborach prezydenckich i tragicznych sondażach, jakoś trzeba się ratować. Przez ostatnie 2 dni zdążyłem już przeczytać, że pielęgniarki z Wyszkowa dostaną podwyżki (strajkowały od tygodnia), a docelowo w przyszłym roku dodatkowe pieniądze otrzymają wszystkie przedstawicielki tego bardzo niewdzięcznego zawodu. Przewija się także temat obniżki podatku VAT i oczywiście podniesienia kwoty wolnej od podatku. Wystarczyło tylko, aby UE zdjęła z nas procedurę nadmiernego deficytu i rząd już szuka sposobów, jak tu powiększyć w przyszłym roku dziurę budżetową ;-)

To jednak nie wszystko, okazuje się, że rząd zamierza wreszcie pomóc "nabitym" w polisy inwestycyjne. Jak pewnie wiecie kilka miesięcy temu Aegon wprowadził dla swoich klientów możliwość rezygnacji z polisy uiszczając jakąś niewielką opłatę, rzędu chyba 4%. Było to całkiem pozytywne zdarzenie, ale konkurencja wcale tą ścieżką nie podążyła, tylko zachęcała swoich sprzedawców aby podkradali klientów Aegonowi dla siebie... Skończyło się to tym, że Aegon się z tego rozwiązania wycofał i nadal pobiera horrendalnie wysokie opłaty likwidacyjne.

Wygląda na to, że to wreszcie przekonało rządzących o konieczności uregulowania całej sprawy przy pomocy ustawy. Takowa jest szykowana od dłuższego czasu, ale miała obejmować tylko polisy zawarte po jej wprowadzeniu. Okazuje się jednak, że politycy partii rządzącej chcą się przypodobać również tysiącom wyborców, którzy w polisy wpakowali się znacznie wcześniej i przy bierności Polskiej Izby Ubezpieczeń, wprowadzą poprawkę o zakazie pobierania wysokich opłat likwidacyjnych, również w przypadku umów zawartych kilka lat temu. Ustawa wraz z poprawkami ma być głosowana w lipcu, więc jeszcze przed wakacyjną przerwą parlamentu.

Nie ukrywam, że jestem tym żywo zainteresowany, bo gdyby taka możliwość się pojawiła, nie miałbym żadnych skrupułów przy rezygnacji z usług z Skandii np. płacąc za tą "przyjemność" 5% wartości portfela. Do realizacji tego scenariusza droga jeszcze daleka i zapewne nie obejdzie się też bez dużego oporu instytucji finansowych. Nadchodząca data wyborów może jednak sprawić, że motywy rządzących będą bardziej zgodne z dobrem obywateli.

Druga ciekawostka z ostatnich dni to poprawka do ustawy o programie MdM, która będzie też dofinansowywała zakup nieruchomości z drugiej ręki. To bardzo słuszny postulat, bo nie licząc dużych aglomeracji, podaż mieszkań od deweloperów wcale nie jest taka duża, a to można by już podciągnąć pod faworyzowanie określonej grupy mieszkańców kraju, co pewnie nie jest nawet zgodne z konstytucją. Zasady są w trakcie opracowania, ale wiele wskazuje na to, że limit ceny metra kwadratowego na zakup mieszkania z drugiej ręki będzie wyraźnie niższy (~20%) niż ten dla mieszkań nowych, ale dopłata będzie nadal w wysokości od 10 do 20%, w zależności od naszej sytuacji "rodzinnej". Według badań Home Brokera, na tej zmianie zyskają głównie mieszkańcy mniejszych aglomeracji, bo w tych największych limit ceny będzie zwyczajnie za niski.

Czekam teraz jeszcze na rozwiązanie problemu kredytów w walutach obcych. O ile nie mam wątpliwości, że jakąś alternatywę dla frankowiczów wypadałoby przygotować. O tyle nie odważę się żadnego rozwiązania proponować, bo wydaje mi się, że idealnego zwyczajnie nie ma. Koszty ktoś musi ponieść, pytanie tylko jak je podzielić?

Wygląda jednak na to, że przez najbliższe kilka tygodni usłyszymy jeszcze sporo obietnic i propozycji, szkoda tylko, że większość z nich będzie zwykłym populizmem...

Podsumowanie - maj 2015

Przez 5 lat prowadzenia bloga, od marca 2010 roku, nie zdarzyło się abym w jakimś miesiącu nie zamieścił chociaż jednego wpisu... tak było do maja bieżącego roku. Nawet nie chce pisać jak mi głupio, tym bardziej po tym co napisałem w kwietniu, życie zweryfikowało moje zapowiedzi. Co więcej okazuje się, że nawet kilka wolnych dni nie wpływa pozytywnie na moją motywację do pisania, bo podsumowanie maja pojawia się po tygodniu, w nocy z niedzieli na poniedziałek. Nie potrafię w tej chwili określić powodów tej niemocy twórczej, bo nie wydaje mi się możliwe, aby "zwykłe" chodzenie do pracy od 8 do 16 mogło mieć aż tak negatywny wpływ na człowieka ;-).

To oczywiście po części żart, ale faktem jest, że przez ostatnie 12 lat, swojej pracy zawodowej do pracy musiałem "chodzić" może przez 3 czy 4 miesiące, poza tym cały czas pracowałem zdalnie, z domu i w godzinach, które sam wybierałem. Teraz już 2 miesiące pracuje na tzw. etat i zaczynam doceniać możliwości jakie miałem wcześniej ;-). Wszystko ma oczywiście swoje wady i zalety, dlatego nie narzekam tylko staram się odnaleźć w nowej rzeczywistości, a ta obejmuje w tej chwili "starą" i "nową" pracę co skutecznie ogranicza zasoby czasowe, których domaga się również rodzina. Jedyny bezdyskusyjny pozytyw w tym przypadku, to dwa przelewy w miesiącu ;-).

Temat jest ciekawy i pewnie za jakiś czas pokuszę się o porównanie pracy zdalnej do pracy w biurze w określonych godzinach, bo na ten temat w sieci można znaleźć wiele mitów, które chyba dosyć niesłusznie gloryfikują pracę z domu. Nie jest to wcale taka sielanka jakby się niektórym mogło wydawać ;-).

Przejdźmy jednak do konkretów, czyli do blogowego portfela, który też ciągle dostarcza mi dylematów. Jeśli chodzi o jego zachowanie to nie jest źle, w kwietniu i maju udało się nawet wyjść na niewielki plus, co pokazuje nowy wskaźnik w ramce obok. Starta portfela zmniejszyła się się o 1,1 punktu procentowego, czyli jakieś 200 PLN. Biorąc pod uwagę, że to stan po odcięciu opłat pobieranych przez Skandię (ponad 50 PLN co miesiąc) to całkiem niezły wynik. Największy wkład w ten wynik miał fundusz HSBC1, czyli Chiny, gdzie najpierw rynek dynamicznie rósł, aby kilka dni temu zaliczyć równie dynamiczną przecenę. Teraz mamy powrót do wzrostów, ale trudno ocenić czy to nie koniec bańki, bo podobno w Chinach zakłada się teraz po kilka milionów rachunków maklerskich dziennie, i kto wie czy nie jest to odpowiednik roku 2007 w Polsce.


Cały czas całkiem nieźle radzą sobie fundusze europejskich spółek, które pomimo zadyszki DAXa, powiększają swoją wartość (HSBC2 i JPM1). Marazm widać za to na naszym parkiecie, a wraz z nim stagnację wycen funduszy MiSiów, czyli NB4 i UNK6. Nieco ponad 20% portfela pozostaje w tej chwili w bezpiecznym funduszu pieniężnym i póki co to się nie zmieni, bo nie widzę rynku, który dawałby jakąś jasną perspektywę wzrostu w najbliższym czasie, choć bacznie się przyglądam surowcom i metalom szlachetnym.

Jednym słowem fajerwerków nie ma, może faktycznie czas sobie walnąć "dekielkiem od studzienki kanalizacyjnej w głowę" jak mi radzi jeden z czytelników i pozostawić portfel jakiemuś automatycznemu systemowi, który będzie podejmował decyzję na bazie zadanych kryteriów. Skoro nie mam nawet czasu napisać kolejnego wpisu na blog, to tym trudniej jest śledzić różne rynki finansowe i jeszcze podejmować na tej bazie jakieś decyzje inwestycyjne. Pozostaje tylko znaleźć ten genialny system... ;-)

Podsumowanie - marzec 2015

To tyle jeśli chodzi o noworoczne postanowienia pisania kilku tekstów co miesiąc. Kwiecień jest pod tym względem kompletną porażką, skoro podsumowanie marca powstaje dopiero dzisiaj. Nałożyło się na ten fakt kilka czynników, począwszy od mojej choroby w trakcie urlopu, na którym miałem w planach trochę popisać na blogu, przez rozpoczęcie nowej pracy i cały czas obowiązki w poprzedniej co skutecznie sprawia, że doba staje się bardzo krótka i czasu brakuje nawet na sen.

W kwietniu będzie pewnie jeszcze ciężko, ale już widzę, że przy dobrej organizacji czasu uda się jakoś połączyć wszystkie te rzeczy i pewnie przynajmniej raz w tygodniu w okolicach weekendu będę mógł zaoferować Wam nowy tekst do przeczytania.

Wróćmy jednak jeszcze na chwilę do marca, w którym zamyka się dokładnie 7. rok mojej polisy inwestycyjnej w ramach Skandi. Od kwietnia rośnie miesięczna składka, z 319 do 335 PLN, czyli o 5%. W gruncie rzeczy nie byłem do tego przekonany, ale przegapiłem przez sprawy wymienione powyżej termin zanegowania indeksacji i teraz nie ma wyjścia, trzeba płacić więcej. Nie jest to jakiś większy ból, ale powoli tracę ochotę na inwestowanie w ramach Skandi, patrząc szczególnie na miesięczne opłaty pożerające zyski nawet pomimo całkiem przyzwoitej selekcji funduszy.

Bo jeśli chodzi o skład portfela, to oczywiście mógłby być wyraźnie lepszy, patrząc na to co dzieje się teraz na giełdzie w Szanghaju, ale i tak nie ma co specjalnie narzekać, bo strata co miesiąc jest mniejsza. W Europie póki co nie było jeszcze żadnej większej korekty, a i polska giełda niemrawo zaczyna wspinać się do góry i myślę, że w dalszej perspektywie małe spółki na tym skorzystają. Pozbyłem się za to funduszy obligacji i zamieniłem je na fundusz pieniężny, który zapewnia bardziej stabilny wzrost kapitału, choć de facto jest to tylko miejsce do chwilowego przetrzymania środków przed większym zaangażowaniem w akcje, np. po jakiejś wyraźnej korekcie w Europie czy Chinach.


To co najbardziej ciąży dzisiaj na wynikach portfela to umacniająca się złotówka, która spadła poniżej psychologicznej bariery 4 PLN, co nie było widziane od 2011 roku, a jak sami widzicie, w euro denominowane są fundusze składające się w sumie na 44% całego portfela. Nie wygląda to jeszcze bardzo źle, ale mała lampka ostrzegawcza się zapaliła. Problem tylko w tym, że w tej chwili brakuje mi pomysłów na ewentualne konwersje, iskierka nadziei pojawia się w kontekście GPW, Chiny już chyba za bardzo uciekły (ponad 30% tylko w tym roku), a w USA widać już dłuższą konsolidację.

Istotny jest dla mnie fakt, że udało się zahamować trend spadkowy i powoli portfel się odbudowuje, co dobrze wróży na przyszłość.

Meritum Bank wprowadza wysokie opłaty

W połowie lutego opublikowałem mały ranking konto osobistych, z którego wynikało, że w ofercie banków są tylko 3 całkowicie darmowe konta, bez żadnych gwiazdek. Niestety od 1 czerwca grono to uszczupli się o kolejną instytucję, którą jest Meritum Bank. Zaledwie kilka tygodni po przejęciu przez Alior Bank, oferta Meritum zmienia się bardzo drastycznie i oczywiście są to zmiany niekorzystne dla klientów, choć sprzedawane pod płaszczykiem zmian korzystnych ;-).


Alior już na początku zeszłego miesiąca niemiło zaskoczył i obniżył oprocentowanie kont oszczędnościowych w Meritum (do 2,75% dla nowych i 2,5% dla starych rachunków), a po dzisiejszych zmianach, oferta tego banku praktycznie staje się nieatrakcyjna. Niestety na początku roku usunięto z systemu transakcyjnego możliwość zdalnego rozwiązania umowy o rachunek osobisty, więc czeka nas wycieczka do oddziału lub wysłanie rezygnacji pocztą, bo niestety ale w takiej sytuacji jak obecnie trudno dłużej współpracować z Meritum Bankiem. Dotyczy to zapewne wielu osób, które założyły konta w ramach oferty Comperia Bonus pod koniec zeszłego roku.

Wróćmy jednak do samych zmian, bank wycofuje od jutra z ofert Proste Konto Osobiste i zastępuje je Kontem z Gwarancją, które gwarantuje brak opłat przez 5 lat, ale oczywiście pod przykrywką kilku gwiazdek i warunków. Oczywiście można pozostać przy Prostym Koncie (nikt nie zmusi was do zmiany), które jeszcze do końca maja będzie całkowicie darmowe, ale już od 1 czerwca bank wprowadza opłatę za kartę w wysokości 6 PLN, której nie można uniknąć pod żadnym warunkiem. Pobierana będzie też opłata dodatkowa (również za kartę, co jest jakimś kuriozum) w wysokości 8 PLN, z której jednak w ramach "promocji" będziemy zwolnieni. Tak będzie jednak tylko do końca października 2015. Po tej dacie, jeśli nie zasilicie konta przelewem w wysokości przynajmniej 2000 PLN albo pensją/rentą/emeryturą dowolnej wysokości, to bank będzie pobierał owe dodatkowe 8 PLN, co w sumie daje 14 PLN (!!!).

Ja rozumiem, że niższe stawki interchange dają się bankom we znaki i jakoś trzeba te straty odrobić, ale 14 PLN za kartę? I to bez żadnych bonusów jak choćby ubezpieczenia czy inne dodatki, to rozbój w biały dzień. Meritum Bank chyba nie zdaje sobie w tej chwili sprawy ilu klientów w najbliższym czasie straci.

A straci na pewno, bo przejście na Konto z Gwarancją wcale nie jest rozwiązaniem, owszem, do końca października będzie darmowe bez żadnych warunków, ale od listopada wymogiem będzie wpływ w wysokości 2500 PLN z dowolnego konta w innym banku lub wydanie 700 PLN przy pomocy karty płatniczej. Jeśli tych warunków nie spełnicie to bank za kartę pobierze sobie opłatę w wysokości bagatela 12 PLN. Jednym słowem wpadamy z deszczu pod rynnę.

Pewnym rozwiązaniem jest rezygnacja z karty płatniczej, wtedy teoretycznie samo Proste Konto Osobiste jest darmowe, ale nie wiadomo jak taki stan rzeczy długo potrwa.

Rękę Aliora widać też w kombinacjach z warunkami Konta z Gwarancją, bezpłatne są wszystkie bankomaty w Polsce i na świecie, ale do taryfy opłat wchodzi prowizja za przewalutowanie transakcji zagranicznych w wysokości 2%, której wcześniej nie było, więc ta darmowość jest tylko pozorna. Poza tym klienci Meritum Banku zyskają darmowe przelewy natychmiastowe, ale to wszystko bez opłat można mieć w T-Mobile Usługi Bankowe. Ostatnim całkowicie darmowym kontem osobistym jest Smart Konto w Smart Banku.

Cytując klasyka, "źle się dzieje w państwie duńskim" i na każdym kroku trzeba się pilnować. Pora chyba na aktualizację rankingu tych niemal darmowych kont osobistych i zwrócenie uwagi na kolejne banki, które podnoszą opłaty. T-Mobile Usługi Bankowe wprowadza od 1 czerwca opłatę za kartę w wysokości 6 PLN, pod warunkiem wykonania transakcji na kwotę 200 PLN. Wzrastają też inne opłaty, przelewy SEPA nie będą już darmowe, druga i kolejne wypłaty z konta oszczędnościowego będą wynosić 5 PLN, a nie 1 PLN itd. Szczegóły zmian znajdziecie tutaj. Ponadto od 8 kwietnia opłata za kartę dla starych klientów mBanku (posiadających zwykłe eKonto) rośnie z 4 do 6 PLN, pod warunkiem transakcji na kwotę 300 PLN w miesiącu (do tej pory było 100 PLN). W lutym opłatę 7 PLN za kartę wprowadził BZ WBK w Koncie Godnym Polecenia, wcześniej PKO BP w Koncie za Zero itd.

To kto wypisuje się z klubu Meritum Bank? ;-)

PS. Przydatne linki:
Szczegóły Konta z Gwarancją
Nowa taryfa opłat i prowizji w Meritum Banku

Posiadacze kredytów RnS dołączą do Frankowiczów?

Kilka dni temu dostałem na maila link do artykułu opublikowanego na stronach Comperii, gdzie jeden z analityków zastanawia się, czy posiadacze kredytów hipotecznych z dopłatami w ramach programu Rodzina na Swoim to tykająca bomba zegarowa na miarę Frankowiczów, o których jest głośno od połowy stycznia bieżącego roku. Muszę przyznać, że temat jest całkiem ciekawy, a jako beneficjent RnS mogę się podzielić swoimi odczuciami z pierwszej ręki.
Źródło obrazka
Zacznijmy jednak od tego, że dopłaty pierwszym kredytobiorcom skończą się już w tym roku, ale w latach 2007 i 2008 beneficjentów było niewiele ponad 10 000, wtedy królował frank szwajcarski i nikt nie myślał o zadłużaniu się w PLN ;-). Dopiero w 2009 roku RnS mocno zyskało na popularności, w kolejnych latach do 2012 roku z programu skorzystało ponad 180 000 osób, co jest już całkiem pokaźną liczbą. Ci, którzy zadłużyli się w 2009 roku, dopłaty stracą za 2 lata, w 2017. W moim przypadku pozostało jeszcze nieco ponad 3 lata dopłat.

Pan Mikołaj Fidziński, martwi się przede wszystkim tym, że kredytobiorcy mogą mieć problemy za kilka lat, jak będący dzisiaj na rekordowo niskich poziomach WIBOR wzrośnie, a wraz z nim raty kredytów. Wyliczenia i stress testy możecie sobie przeprowadzić sami przy pomocy mojego już bardzo starego arkusza, który opublikowałem na blogu kilka lat temu. Ja natomiast zajmę się jednym, wydaje mi się dosyć reprezentatywnym przypadkiem.

Załóżmy, że mamy kredyt na 250 000 PLN, na 30 lat wzięty na 100% wartości nieruchomości przy marży 2.5%. Tajemnicą poliszynela jest, że w ramach RnS, marża była nieco wyższa niż w przypadku kredytów bez dopłat w tym samym banku, więc wartość 2,5% nie jest może reprezentatywna, ale na pewno nie nazwałbym jej zawyżoną. Co więcej, jeśli korzystamy z dopłat, to przez te 8 lat bank za żadne skarby nie zgodzi się na obniżenie marży, bo wie, że nie uciekniemy do konkurencji, bo to się zwyczajnie nie opłaca.

Przy takich parametrach kredytu i przy stopie WIBOR3M na poziomie 1,65% (taką wartość mamy dzisiaj), rata kredytu z dopłatą za mieszkanie o powierzchni 60 m2 to około 900 PLN. Bez dopłaty byłoby to nieco ponad 1200 PLN. Z jednej strony niby różnica nie jest duża, 300 PLN, ale z drugiej to rata wyższa aż o 33%. To tak jakby nagle kurs franka skoczył z 3 PLN na 4 PLN (a chyba tak się stało i z tego powodu jest płacz ;-)). Nie trudno sobie też wyobrazić, że za 3 czy 4 lata NBP podniesie stopy procentowe, a wraz z nimi wzrośnie WIBOR. Jeszcze w 2011 roku wynosił on nawet blisko 5%, więc powiedzmy, że wzrośnie do 4,5%, akurat jak skończą się nam dopłaty. Przy takiej wartości rata z dopłatą zamiast 900 PLN, wynosi już 1100 PLN, ale bez dopłat rośnie już do kwoty 1660 PLN.

Sami chyba przyznacie, że 900 PLN, a 1660 PLN to różnica, która może zachwiać nie jednym budżetem domowym. Banki teoretycznie badały zdolność kredytową swoich klientów bez uwzględnienia dopłat, ale sytuacja kredytobiorcy przez 8 lat może się diametralnie zmienić, zarówno na lepsze jak i na gorsze.

Tutaj dochodzimy jednak do kluczowej kwestii, która odróżnia kredytobiorców RnS od Frankowiczów, mianowicie my możemy nasze zadłużenie zrefinansować, bo w przeciwieństwie do Frankowiczów, nasze zadłużenie maleje (stopy procentowe mają wpływ tylko na ratę, a nie na wielkość zadłużenia). Co więcej, nawet jak w dniu zawarcia umowy kredytowej zadłużaliście się na 100% wartości nieruchomości, to po 8 latach LTV jest już znacznie korzystniejsze, bo przecież część kapitału spłaciliście, a wykończone mieszkanie jest więcej warte niż to w stanie deweloperskim. Moim zdaniem wręcz koniecznością jest, aby po zakończeniu dopłat, renegocjować z bankiem wysokość marży, albo udać się do konkurencji, która może nam zaoferować lepsze warunki.

Tylko spadek marży o 1 punkt procentowy, z 2,5% do 1,5% sprawia, że rata bez dopłat przy wartości WIBORu rzędu 4,5% spada do 1500 PLN (z 1660 PLN). Co ciekawe, jeśli niskie stopy procentowe byłyby utrzymane dłużej, to zakładając wynegocjowanie niższej marży i WIBOR 1.65%, rata wzrosłaby zaledwie do około 1070 PLN (z 900 PLN), co nie brzmi już tak strasznie. Do dyspozycji mamy jeszcze jedno rozwiązanie, a mianowicie wydłużenie okresu kredytowania, osobiście tego rozwiązania nie zalecam, ale w trudnej sytuacji po zakończeniu dopłat, może być swego rodzaju kołem ratunkowym, ratującym nasz domowy budżet.

Reasumując, w najgorszym scenariuszu może się zdarzyć, że beneficjenci programu RnS będą w trudnej sytuacji po zakończeniu dopłat, nawet pomimo tego, że kilka lat temu przy zaciąganiu kredytu mogli być tego świadomi. 8 lat dopłat z pewnością usypia czujność i rozleniwia, dlatego warto w ramach możliwości zastosować się zaleceń, które pojawiły się w przytaczanym wcześniej artykule. Mianowicie, wraz z każdą ratą spróbujcie odkładać na konto oszczędnościowe kwotę zbliżoną do dopłaty jaką wypłaca wam BGK, czyli zazwyczaj 400-500 PLN. Pozwoli to nie tylko oswoić się z myślą o wyższej racie po zakończeniu dopłat, ale też stworzy poduszkę finansową, która nas wspomoże w przyszłości w razie problemów z rodzinnym budżetem. Warto o tym pamiętać zanim będzie za późno, bo jak widać na przykładzie Frankowiczów, na miłosierdzie banków nie ma co liczyć ;-).

Nawet jeśli większa rata nie stanowi dla waszego budżetu dużego wyzwania, to i tak warto teraz odkładać te kilkaset PLN i w przyszłości wykorzystać je aby nadpłacić kredyt i szybciej pozbyć się zadłużenia, zmniejszając jednocześnie ryzyko wyższych stóp procentowych i związanych z tym rosnących kosztów obsługi zadłużenia. Domyślam się, że ciężko będzie się do tego przekonać, gdy praktycznie od 3 lat raty naszych kredytów sukcesywnie maleją, ale wierzcie mi, że to nie będzie trwało wiecznie. Dobrze jest być na taką ewentualność przygotowanym.