Robinhood, czyli sposób na zakup akcji bez prowizji

Tytuł pewnie niewiele Wam mówi, ale na pewno przyciąga uwagę, bo chyba każdy z nas zdaje sobie sprawę, że prowizje za handel papierami wartościowymi to mimo wszystko istotna kwestia w portfelu każdego inwestora. Nie wspominam już nawet o moim przypadku, bo jak sami możecie zobaczyć po prawej stronie, opłaty pobierane przez Skandię w moim portfelu mają bardzo duży wpływ na jego wynik.

W przypadku domów maklerskich jest nieco lepiej, choć i tak w zależności od firmy, z której usług korzystacie, przy zakupie bądź sprzedaży akcji trzeba zapłacić najczęściej od 0,25% do 0,39% wartości całej transakcji, a jeśli kupujecie za mniejsze kwoty, to procentowo nawet jeszcze więcej bo często prowizja to minimum 3 lub 5 PLN. Tym samym inwestowanie niewielkich środków na giełdzie, czy np. dokładanie co miesiąc kilkuset złotych do rachunku, generuje niepotrzebne koszty, które w rezultacie na przestrzeni lat dają zauważalne sumy.

Od czego jednak mamy amerykański sen i boom w Dolinie Krzemowej, na wszelkiego rodzaju tzw. startup'y, czyli młode firmy z pomysłem na podbicie światowego rynku, w które liczne fundusze venture capital bardzo chętnie inwestują pieniądze, bo a nuż się im trafi kolejny Facebook i zarobią grube miliardy USD.

Taką własnie firmą jest Robinhood, czyli broker giełdowy założony rok temu przez dwóch absolwentów Stanford University, którzy za cel postawili sobie stworzenie najlepszej aplikacji mobilnej do handlowania akcjami, a do tego chcieli udostępnić ją swoim klientom dosłownie za darmo. I mowa tu nie tylko o samej aplikacji, ale przede wszystkim o braku jakichkolwiek prowizji za handel akcjami na największych amerykańskich giełdach, które oferują ponad 5000 różnych spółek, funduszy ETF itd.

Zbyt piękne aby było prawdziwe? Pewnie zastanawiacie się, czy nie jest to jakaś firma krzak, która zgarnie kilkaset tysięcy USD depozytów i zniknie bardzo szybko z rynku. Otóż nie liczyłbym na to bo w Robinhood'a zainwestowało kilka znanych funduszy, w tym Google Ventures, Andreessen Horowitz, Index Ventures i jeszcze kilka innych "ventures", które pewnie nic Wam nie mówią, a które mimo wszystko wyłożyły 16 milionów USD na dopracowanie aplikacji. Pieniądze poszły na zatrudnienie najlepszych ekspertów od bezpieczeństwa, którzy mieli zadbać o to, aby aplikacja Robinhood była godna zaufania, bo w biznesie związanym z pieniędzmi, to jest przecież najważniejsze.

Trudno mi w tej chwili oceniać efekty tej pracy, bo nie mogę zostać klientem Robinhood'a, ale faktem jest, że pod koniec zeszłego tygodnia, aplikacja trafiła do Appstore (obecnie dostępna jest tylko na smartfony z iOS, czyli iPhone) i pierwsi klienci mogli zacząć korzystać z jej możliwości. Na liście oczekujących na założenie konta jest obecnie ponad 500 000 osób, czyli baza klientów mniej więcej na poziomie największych polskich domów maklerskich.

Niestety już teraz muszę przygasić Wasz entuzjazm, w tej chwili z aplikacji mogą korzystać tylko osoby zamieszkałe w Stanach Zjednoczonych, choć twórcy aplikacji mają w planach wejście również na inne rynki, ale to na pewno potrwa, tym bardziej, że z powodzeniem mogą rozwijać swoją usługę na bazie klientów tylko w swoim rodzimym kraju.


No dobrze, ale jeszcze przydałoby się wyjaśnić, na czym oni chcą zarabiać, skoro nie pobierają żadnych prowizji? Kilka argumentów jest w wideo powyżej, pomijając już takie banały, że Robinhood nie ma swoich biur dla klientów i nie wydaje milionów na reklamy w telewizji, firma uzurpuje sobie prawo do zarabiania na depozytach swoich klientów, które nie są w danej chwili zainwestowane. Poza tym, jeśli sprzedaliście akcje i chcecie natychmiast kupić inne, to Robinhood udzieli kredytu na potrzebną kwotę, zanim środki ze sprzedanych akcji trafią na konto depozytowe (trwa to zazwyczaj 3 dni, podobnie jest w Polsce, ale czas ten ma być skrócony do 2 dni). W przyszłości Robinhood chce też zarabiać na dostarczaniu płynności na rynek, co będzie możliwe jeśli z aplikacji faktycznie będzie korzystać dużo osób.

Nie ma tego wiele, ale tego typu firma, w dodatku z zapewnionym finansowaniem, nie musi zarabiać od pierwszego dnia, a nikt nie powiedział, że za kilka miesięcy/lat nie wprowadzi dodatkowych opłat. Warto jednak odnotować fakt, że taki pomysł się pojawił, bo okazuje się, że zainteresował on rynkiem akcji głównie młodych ludzi, przeciętny wiek użytkownika Robinhood'a to 27 lat. To bardzo pozytywny trend, bo w Europie czy nawet w Polsce, młodzi ludzie raczej nie wykazują zainteresowania związanego z inwestowaniem własnych pieniędzy i nie przemawia do mnie argument, że po prostu nie mają czego inwestować, a bardziej, że nie wiedzą jak, są przekonani, że wiąże się to z dużymi kosztami, a w dodatku nie ma sensu bawić się w giełdę mając 500 PLN. Robinhood całkowicie to podejście zmienia i bardzo słusznie.

Dodatkowo to bardzo zgrabna aplikacja, która dostarcza nie tylko notowania w czasie rzeczywistym, ale też powiadomienia o ważnych wydarzeniach na rynku, a przy tym pozwala kupić akcje wykonując trzy dotknięcia palcem. Kilka ujęć z menu znajdziecie poniżej.



Osobiście jestem pod lekkim wrażeniem i stąd ten wpis. Dla nas jeszcze nic nie wnosi, ale warto szerzyć wiedzę o takich rozwiązaniach, aby polskie instytucje finansowe wiedziały, że czuć oddech konkurencji. Niewykluczone, że Robinhood albo podobna firma trafi kiedyś do naszego kraju, a wtedy handel akcjami na zagranicznych rynkach może być jeszcze łatwiejszy niż na GPW. Tego sobie i Wam życzę, a do podzielenia się swoimi opiniami jak zwykle zapraszam do komentarzy.
Udostępnij

Kamil Pieczonka

  • Image
  • Image
  • Image
  • Image
  • Image
    Komentarze
    Komentarze na Facebooku

2 komentarze:

  1. Ciekawe na czym zamierzają zarabiać?
    Być może na reklamach albo aplikacja jest darmowa tylko czasowo.
    Fajna zabawka ale chyba bardziej przydatna daytraderom (oni by mogli na prowizjach dużo zarobić), ja wykonuje kilka transakcji na akcjach w roku więc ani brak mobilności ani opłaty od transakcji nie są dla mnie żadnym problemem

    OdpowiedzUsuń
  2. Napisałem na czym zamierzają zarabiać, zresztą sami o tym piszą w swoim FAQ ;)


    Daytraderzy to pewnie jedna grupa, inna to właśnie młodzi ludzie bez dużego kapitału, można nawet jedną akcję kupić za kilka USD ;)

    OdpowiedzUsuń