Finansowe podsumowanie tygodnia #12

Mija 3. miesiąc pisania podsumowań, które specjalnym sukcesem się nie okazały, ale to pewnie też przez to,  że poza nimi na blogu nie pojawia się wiele więcej i pewnie wypadałoby to wreszcie zmienić. Ale to nie temat na dzisiaj, bo skupiamy się na poprzednim tygodniu, który to wreszcie był bardzo dobry dla GPW. WIG20 wzrósł o 2,26% i dzisiaj od rana nadal jest na plusie. Indeks szerokiego rynku WIG również zanotował wzrost, o 2,64%. Swój marsz ku górze kontynuują też małe i średnie spółki, mWIG40 zarobił kolejne 3,67% i licząc od początku roku jest na ponad 7% plusie, podczas gdy inne indeksy są poniżej w stosunku do stanu z 1 stycznia. Jest pewnie szansa, aby ten trend się utrzymał, jeśli nadal popyt będzie rządził też za granicą.



1. PKO BP robi się jeszcze bardziej pazerny
Nie lubię PKO BP i to, że akurat w tym banku mam kredyt hipoteczny to jakiś paradoks, ale takie były realia i innego wyjścia nie było. Przyznaje, dobrze, że mamy w Polsce silny bank z polskim kapitałem, niezależny od zachodniego właściciela, który do tego od kilku lat okazuje się być całkiem nieźle przygotowany do rywalizacji na konkurencyjnym rynku innowacyjności, ale nie zmienia to faktu, że PKO BP nadal ma mnóstwo problemów rodem z poprzedniej epoki. W swoim życiu w oddziale PKO BP byłem może z 5 razy, za każdym razem kolejka ludzi, z których 80% chce zapłacić jakiś rachunek. Nie powinno to nikogo dziwić, bo przecież ponad 50% Polaków płaci rachunki w bankach i na poczcie zamiast przez internet, bez prowizji dla pośrednika, ale tego nie da się zmienić z dnia na dzień.

Boli też postawa na pierwszej linii kontaktu z klientem, ale nie mogę w sumie tego ocenić na dzień dzisiejszy, bo dawno tam nie byłem ;-). Na szczęście formalności związane z kredytem załatwiałem już na nieco innym szczeblu i tam co do obsługi klienta nie mam żadnych zarzutów. Można umówić się na dzień, na godzinę i załatwić wszystko sprawnie bez kolejek, ale też nie na codzień zadłużamy się na kilkaset tysięcy złotych ;-).

I wreszcie trzeci ból to oferta kont, w których płacisz za wszystko, za posiadanie konta, za dostęp do serwisu internetowego, za kartę, a od sierpnia zapłacisz nawet za to, że masz konto oszczędnościowe (opłata 1 PLN, chyba że saldo jest niższe niż wysokość opłaty). Owszem do kredytu można brać konto techniczne i tam wpłacać kolejne raty, ale taki "control freak" jak ja musi mieć wszystko na oku i bez serwisu transakcyjnego z historią wpłat, harmonogramem, pozostałym zadłużeniem itd. nie mógłbym spać spokojnie, dlatego od 3 lat płace co miesiąc 6,9 PLN za prowadzenie konta i 2 PLN za dostęp przez Internet. Karty nie mam i nie chce mieć. Co prawda od roku można zmienić taryfę na Konto za Zero, które przy wpływach rzędu 1500 PLN nic nie kosztuje, ale żeby nie było zbyt łatwo, to zmiana kosztuje 50 PLN. Do tej pory perspektywa stania w kolejce odstraszała skutecznie, ale teraz czas coś z tym zmienić, bo od sierpnia, ktoś taki jak jak, czyli posiadający Superkonto bez karty i wpływów, będzie musiał za nie zapłacić 11 PLN miesięcznie, to 131 PLN rocznie, jak na moje standardy za dużo.

Więcej szczegółów na temat planowanych zmian w cenniku znajdziecie tutaj, mi za to możecie życzyć krótkiej kolejki w banku, mam nadzieje, że zmiana na Konto za Zero przejdzie bezboleśnie.

2. Mieszkanie dla Młodych nabrało kształtów
Mieszkanie dla Młodych przybiera swoje finalne kształty, ale i tak nie ruszy wcześniej jak na początku 2014 roku, a co więcej potrwa tylko do końca 2017 roku, z zastrzeżeniem, że mieszkanie, które kupimy zostanie oddane do końca 2018 roku, w innym wypadku z dopłaty nie można skorzystać. Program ma wiele obostrzeń i wygląda na to, że też niższe limity niż RnS, ale to nie dziwi, rząd planuje przeznaczyć na niego 600 mln PLN rocznie, a na RnS wydatki mogą dojść nawet do 6 mld PLN przez 6 lat trwania programu (pamiętajmy, że rząd nadal dopłaca do kredytów i będzie to robił aż do 2020 roku). Z tego punktu widzenia MdM jest znacznie korzystniejszy dla budżetu, bo wypłata jest jednorazowa. Jest też korzystniejszy dla nabywcy, bo to Państwo funduje 10-15% wartości mieszkania już na starcie, czyli de facto zapewnia wkład własny, a to oznacza brak ubezpieczenia niskiego wkładu albo stosownie mniejsza składka, mniejsze odsetki i niższe raty. Owszem, może nie na takim poziomie jak przez pierwsze 8 lat RnS, ale mimo wszystko niższe niż przy kredycie na pełną kwotę. Pozostaje tylko kwestia dostępności mieszkań w cenach ustalanych przez BGK. Więcej pewnie w tym temacie będzie można napisać pod koniec roku.

I to w zasadzie wszystko w tym tygodniu, przynajmniej biorąc pod uwagę moje własne obserwacje.
Udostępnij

Kamil Pieczonka

  • Image
  • Image
  • Image
  • Image
  • Image
    Komentarze
    Komentarze na Facebooku

5 komentarze:

  1. Powiem CI szczerze, że tych podsumowań to nie czytam zbyt dokładnie :) Wróciłbyś do pisania o skandii i bankach - wydaje mi się, że wtedy było ciekawiej.
    Forum też prawie umarło :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja lubię te podsumowania - myślę, że to dobry cykl...

    OdpowiedzUsuń
  3. a ja bardzo lubię te podsumowania, fakt że oprócz tego inne wpisy też by się przydały :)
    dodam tylko, że od 1 czerwca opłata za kartę debetową w mBanku 4zł :( a było 2zł. To mnie w końcu zmusili do działania i rezygnacji z niej, bo od pół roku wcale nie używam. Jak tak dalej pójdzie to i rachunek maklerski trzeba będzie przenieść...

    OdpowiedzUsuń
  4. Popieram podsumowania – najistotniejsze, skondensowane informacje. To bardzo wygodne.

    Z komentowaniem to wiesz jak jest – to jednak zajmuje trochę czasu. Wnoszący coś sensownego komentarz z reguły ma więcej niż dwa zdania:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Kamil Pieczonka22 maja 2013 00:16

    W takim razie dzięki za miłe słowa :)


    Co do Skandi i banków, temat do kontynuowania, np. że Skandia już 2 dni nie działa i zaczyna mi działać na nerwy.

    OdpowiedzUsuń