Propozycja PO jest za trudna dla frankowiczów

Powinienem napisać podsumowanie portfela za czerwiec, ale może to chwilę poczekać, bo dzieje się wiele znacznie ciekawszych rzeczy. W ostatnim wpisie przewidziałem, że PO i PIS zaczną się licytować na obietnice wyborcze, między innymi dla frankowiczów. Długo nie trzeba było czekać i tak mamy dosyć sensowną propozycję PO, która niestety nie spotkała się ze zrozumieniem większości zainteresowanych, którzy policzyli, że po całej akcji będą płacić w najlepszym wypadku raty niższe o 10 PLN.

Tak przynajmniej wynika z obliczeń niejakiego Mikołaja Fidzińskiego, redaktora naczelnego portalu Comperia.pl, czyli człowieka, który nie powinien tak lekkomyślnie sypać populistycznym hasłami. Bo jak inaczej nazwać wpis na Twitterze o treści: "Frankowiczu! Co zrobisz z 5 zł zaoszczędzonymi dzięki propozycji PO? ;)" podpartego poniższą tabelką.


Nie będę się dzisiaj zajmował propozycją PO, bo jak widać powyżej inni już policzyli, że przeciętny frankowicz będzie miał umorzone 60 000 PLN, a pozostałe 60 000 PLN będzie musiał spłacić w ramach dodatkowego kredytu oprocentowanego na 1.5%. Suma sumarum, w stosunku do kredytu we frankach i obecnym kursie, różnica w wysokości raty jest znikoma, ale w całej tej operacji nie chodzi wcale o to aby ludziom raty obniżyć.

Operacja konwersji kredytów z CHF na PLN ma na celu przede wszystkim zlikwidować ryzyko kursowe, a nie obniżyć ratę, czyli sprawić, aby te zobowiązania, które rosną wraz ze wzrostem kursu franka nie rosły w nieskończoność, ale aby stały się spłacalnym zobowiązaniem w walucie, którą każdy z nas zarabia w tym kraju. Jednym słowem, wasza rata pozostanie na tym poziomie nawet wtedy, gdy kurs franka wzrośnie do 4,5 czy 5 PLN. Taki powinien być zamysł tej ustawy i propozycja partii rządzącej wydaje się pod tym względem całkiem sensowna.

Zrozumiem jak większość osób zaplątanych we franki stwierdzi, że brak mi empatii czy innego współczucia, ale spójrzmy prawdzie w oczy, każde inne rozwiązanie obciążające system bankowy w większym stopniu, odbije się na wszystkich klientach, którzy i tak płacą już coraz wyższe prowizje za prowadzenie konta czy posiadanie karty płatniczej. Nie mówię nawet o tych, którzy w ostatnich kilku tygodniach stracili sporo oszczędności na GPW, gdzie kursy banków dosłownie nurkują (polecam spojrzeć na wykresy Getin Banku lub mBanku).

Jednym słowem, wszystkim krytykom tego pomysłu polecam spojrzeć nieco dalej niż czubek własnego nosa i pomyśleć co by się stało, jak za sprawą Grecji za pół roku frank będzie kosztował 4,5 PLN. Na waszym miejscu zacząłbym dopingować partie rządzącą aby szybciej stosowną ustawę przeforsowała w Sejmie...
Udostępnij

Kamil Pieczonka

  • Image
  • Image
  • Image
  • Image
  • Image
    Komentarze
    Komentarze na Facebooku

3 komentarze:

  1. Jestem za! Ta propozycja wygląda dla mnie w miarę sensownie. Nie chcę nic od Państwa! Wiedziałem, co robię biorąc kredyt, choć tak czarnego scenariusza nie przewidywałem. Myślę, że banki z resztą też :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dlatego konwersje zadłużenia jest dobrowolna, nie odgórnie przykazana, każdy podejmie decyzje za siebie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Tak samo każdy dobrowolnie brał kredyt we frankach... nikt przecież nad frankobiorcami nie stał z pistoletem przy głowie...

    OdpowiedzUsuń