Ile wynosi sprawiedliwy kurs franka?

Niemal dokładnie rok temu, 15 stycznia 2015 roku, SNB, czyli narodowy bank Szwajcarii ogłosił, że przestaje osłabiać własną walutę i nie będzie więcej bronił kursu wymiany w stosunku do Euro, który wynosił około 1,2 CHF za 1 euro. Czym to się skończyło chyba wszyscy pamiętają, sam popełniłem w tym czasie 3 wpisy na ten temat, z perspektywy czasu patrząc dosyć emocjonalne i pewnie niepotrzebnie podsycone oburzeniem. Najsmutniejszy jest jednak fakt, że z opisywanych wtedy propozycji rozwiązania kryzysu franka, do dzisiaj żadna nie została zrealizowana...

Frank co prawda nadal jest bardzo daleko od poziomu ponad 5 PLN, w którym oscylował przez kilka godzin jeszcze rok temu, ale nie da się zaprzeczyć temu, że przez ostatnie 12 miesięcy złotówka nie ma najlepszej passy i kursy obcych walut rosną. Nie pomaga temu rozrzutna polityka i gry wojenne prowadzone przez agencje ratingowe, więc wiele wskazuje na to, że problem frankowiczów może wkrótce znowu stać się bardzo palący.


Na ratunek śpieszy jednak nasz Prezydent, który wreszcie w zeszły piątek wypuścił projekt ustawy mający pozwolić na rozwiązanie swoistego impasu. Po drodze propozycji było dużo, ale żadna nie była w takiej formie jak ta aktualna, która moim skromnym zdaniem jest dosyć skomplikowana dla przeciętnego obywatela. W mediach karierę robi przekaz o sprawiedliwym kursie franka, problem tylko w tym, że nikt go nie podaje, bo jak się okazuje, każdy posiadacz kredytu frankowego będzie go musiał sobie wyliczyć sam. Jak to zrobić?


Jak policzyć kurs sprawiedliwy?


Należy użyć formularza przygotowanego przez Kancelarię Prezydenta, wpisujemy tam 5 wartości, na podstawie których magiczna formuła podaje nam kurs sprawiedliwy. Na jakiej podstawie jest on wyliczany to jeszcze opisze poniżej, najpierw zajmijmy się jednak samym wyliczeniem, bo pewnie wielu czytelników jest tym bardzo zainteresowanych. Formularz możecie pobrać np. tutaj, wypełniacie samodzielnie tylko zielone pola, czyli marżę swojego kredytu, jego wielkość początkową, liczbę rat oraz rok i miesiąc, w którym kredyt został uruchomiony. Na tej podstawie w niebieskich polach pojawi się wam ten mityczny "kurs sprawiedliwy" oraz warunki, na jakich będziecie spłacali w banku resztę swojego zobowiązania, już w złotówkach.

I teraz najciekawsze, biorąc pod uwagę taki sam kredyt, na 300 000 PLN, na 25 lat z marżą 1%, ale wzięty w sierpniu 2008 lub w sierpniu 2010 roku, w pierwszym przypadku kurs sprawiedliwy wyniesie 2,38 PLN, a w drugim już 3,75 PLN (!!!). To jeszcze nic, ten kto wziął taki sam kredyt w sierpniu 2008 roku ale tylko na 15 lat, będzie miał kurs sprawiedliwy na poziomie 1,81 PLN, ale tutaj mamy swoisty bezpiecznik, który nie pozwala aby kurs sprawiedliwy był niższy od kursu zaciągnięcia zobowiązania. Zachęcam aby samemu się trochę tym arkuszem pobawić i posprawdzać różne scenariusze.

Jaka jest zatem metodologia? Otóż projekt prezydenta przewiduje zrównanie kosztów kredytu walutowego z takim samym kredytem złotowym. Czyli mając założone 300 000 PLN na 25 lat z marżą 1%, wyliczamy ile klient zapłaciłby rat gdyby wziął kredy w złotówkach, później porównujemy to z tym co zapłacił już w frankach i różnicę doliczamy (zazwyczaj będzie to kwota dodatnia) do teoretycznego zadłużenia w złotówkach i dzielimy tę kwotę przez pozostałą wartość kredytu w frankach szwajcarskich. W ten sposób uzyskujemy tzw. kurs sprawiedliwy. Od momentu przeliczenia, klienci spłacają kredyt złotówkowy z takimi samymi parametrami, czyli marżą i czasem kredytowania.

To jeszcze nie wszystko, prezydencka ustawa daje możliwość ubiegania się o zwrot zapłaconych spreadów walutowych, czyli jeśli bank naliczał wam między styczniem 2000 roku, a sierpniem 2011 roku spread wyższy niż kurs średni NBP przy płatności rat w PLN, to teraz odda wam różnice, odejmując ją od kwoty zadłużenia w PLN już po przeliczeniu, a jeśli będzie to kwota większa niż dług, to bank będzie zobowiązany oddać gotówkę. Od sierpnia 2011 banki zobowiązane są do przyjmowania płatności w walucie kredytu na wniosek klienta, stąd też to ograniczenie czasowe. Biorąc pod uwagę, że rekordziści tacy jak Getin czy Millenium mieli spread na poziomie 7, 8 czy nawet 10%, to niektórzy zyskają całkiem sporo.

Więcej szczegółów na temat samego projektu znajdziecie np. tutaj.

Komentarz


Z jednej strony projekt prezydenta wydaje się uczciwy, frankowicze nic nie zyskają w stosunku do osób, które wzięły kredyt w złotówkach i nie można rościć sobie o to specjalnie pretensji. Z drugiej jednak strony, całkowicie zdjęto z tych ludzi ryzyko, które mniej lub bardziej świadomie podjęli sami i z którym powinni się liczyć. Jeśli taka ustawa miałaby wejść w życie, to powinna zawierać jeszcze paragraf, w którym zabrania się w Polsce udzielania kredytów walutowych, bo nikt mnie przecież nie zapewni, że taka sytuacja nigdy się w przyszłości nie powtórzy. Ba może podobną ofertę powinni dostać też Ci, którzy wzięli kredyt w Euro albo USD? O nich się nie mówi, bo takich osób jest znacznie mniej.

Druga strona medalu to nasz sektor bankowy. Rozumiem oczywiście, że sympatycy partii rządzącej najchętniej "banksterów" widzieliby na kolanach, cieszą się jak to bankom się dostanie za swoje za sprawą nowego podatku, a w dalszej perspektywie i za frankowiczów. Ale czy ktoś zadaje się sobie pytanie, czy te 30 czy nawet 50 mld PLN, które ma podobno kosztować projekt prezydenta, nie wpłynie na stabilność sektora? Czy w sytuacji gdy upadają SKOKi włączone w ostatniej chwili do BFG oraz SK Bank, gdy BFG jest nadwyrężony, czy któryś z najbardziej zagrożonych banków nie pęknie? Nie chce wskazywać palcami na kandydatów, ale osobiście zaczynam mieć pewne obawy co do lokowania środków w kilku instytucjach finansowych, które dają najlepszy procent, bo na gwałt potrzebują gotówki.

O tym, że ostatecznie za te wszystkie rzeczy i tak zapłacą klienci banków w wyższych opłatach już nawet nie będę się rozwodził, bo każdy kto śledzi taryfy opłat i prowizji w swoim banku już to dawno dostrzegł. Rosnące marże w warunkach niskiego WIBORU nie są jeszcze tak dotkliwe, ale nie zazdroszczę tym, którzy swoje własne M będą w najbliższym czasie kupować na kredyt, a wraz z nimi dostanie się pewnie i deweloperom, chociaż po nich też pewnie nikt nie będzie płakał, takie przynajmniej odnoszę wrażenie. Problem tylko w tym, że to zalążek potencjalnie dużego kryzysu, którego ryzyko realizacji powinno się minimalizować, a nie zwiększać.
Udostępnij

Kamil Pieczonka

  • Image
  • Image
  • Image
  • Image
  • Image
    Komentarze
    Komentarze na Facebooku

0 komentarze:

Prześlij komentarz